wtorek, 22 marca 2016

# Epilog

Boże, to już dwa lata od ostatnich wydarzeń. Nie mogę uwierzyć, że to już tyle minęło. Czy coś się u nas zmieniło? Tak i to całkiem sporo. Chyba nawet za dużo jak na dwa lata. Oczywiście skończyłam liceum, i poszłam na studia, obecnie jestem w trakcie drugiego roku, został mi jeszcze trzeci rok, i koniec. W tym czasie Justin skończył już studia, i obecnie pracuje jako prawa ręka wujka Luka, ma po nim przejąć jego stanowisko. Ciocia już dawno przeszła na “emeryturę” obecnie uczy nowych agentów, niedługo ma do niej dołączyć wujek, i razem będą prowadzić szkolenia. Alan pracuje w warsztacie, teraz zrobili z tego dużą rodzinną firmę. Właściwie nie jest to zwykły warsztat samochodowy. Często robią auta dla znanych osób, albo dla kolekcjonerów. Pracuje tam prawie cała rodzina. Alan, tata, wujek Brian, Han i czasem mama, ale ona wpada tam dla relaksu, normalnie razem z Pattie, Romanem, Gisele i Tej’em pracują w biurze, albo na aukcjach. Szukają aut do renowacji, wystawiają auta na aukcjach, przyjmują zamówienia, negocjują ceny. Ariana studiuje projektowanie ubrań, jest w tym naprawdę zajebista. Prawdopodobnie skończy z własnym sklepem albo czymś takim. Ja nie wiem do końca czym chcę się zajmować, więc robię dwa kierunki. Raz, mechanika, no bo naprawdę kocham samochody, a po drugie obrona, no nie ukrywajmy, ale zostałam wychowana po części przez wojskowego, i naprawdę chciała bym pracować razem z Justinem w jednostce. Ale zobaczymy jak to będzie. Na razie muszę skończyć szkołę.
Jeśli interesuje was, czy między mną a Justinem coś się zmieniło, to już wam odpowiadam. Nie, nic się nie zmieniło oprócz tego, ze razem zamieszkaliśmy. Rodzice kupili nam dom obok nich, i teraz tam mieszkamy. Justin nie oświadczył mi się, podejrzewam, że zrobi to dopiero po zakończeniu szkoły, wie, że teraz oboje nie mamy głowy, do tego, żeby zajmować się takimi bzdetami jak kwiaty, goście i tak dalej.
Idąc dalej to zaraz obok nas mieszka Ariana z Alanem, którzy też dostali od swoich rodziców dom. Różnica między nimi jest taka, że Alan jakieś trzy miesiące temu oświadczył się mojej kochanej przyjaciółce. Teraz szczęśliwi żyją razem, jednak na razie nic nie planują. Oboje stwierdzili, że chcą pobyć narzeczeństwem, i nauczyć się żyć razem.
Okazało się, że to co było między Tej’em i Kelsey było całkiem na poważnie. Nikt się tego nie spodziewał. Ona jest kilka lat starsza od chłopaków, a on może dwa lata młodszy od mojego taty. Jednak im to nie przeszkadza. Mimo wszystko po nim nie widać tego, ile ma lat. Obecnie mieszkają w domu obok rodziców. Są rok po ślubie, i spodziewają się dziecka. Mieli po drodze kilka przygód. Rodzina Kelsey nie chciała się zgodzić na ich ślub. Nie ukrywam, że jej rodzina do  świętych nie należy, ale to co zrobili to już lekka przesada. Najpierw grozili Tej’owi, ale to nie przyniosło oczekiwanych skutków to porwali dziewczynę tydzień przed ślubem. Jednak no proszę was, przy nas to amatorzy, więc raz dwa ją odnaleźliśmy. Od tego czasu nie kontaktuje się ona ze swoja rodziną. A my bardzo ich wspieramy, i staramy się, żeby żyło im się jak najlepiej.
Idąc dalej, pewnie zastanawiacie się co u Pattie. Otóż mama Justina zaczęła się spotykać uwaga, uwaga z ROMANEM. Tak, dobrze przeczytaliście, nasz wiecznie zakochany w każdej kobiecie Roman ustatkował się. Niedługo po tym jak Pattie się do nas przeprowadziła zaczęli się potykać. TO znaczy się, najpierw zachowywali się jak nastolatki. Potajemna spotkania, ukradkowe spojrzenia i jakieś buziaki skradzione na korytarzach jak się mijali. Potem doszły do tego randki, ale w końcu zaczęli zachowywać się jak dorośli. Przyznali się przed nami, że naprawdę im na sobie zależy. Roman jest zachwycony maluchami, opiekuje się nimi i cieszy się, że ma dzieci, w stu procentach ich zaakceptował. Teraz mieszkają razem w pobliżu, tak jak reszta. Roman planuje się jej oświadczyć, wiem, bo byłam razem z nim po pierścionek ostatnio.
Co u moich rodziców? Wszystko w jak najlepszym porządku. Mam trzech braci. Nie, mama nie zaszła w ciążę. Po ciąży ze mną okazało się, że nie może mieć więcej dzieci. Zdecydowali się jednak na adopcje. Chcieli mieć dzieci, więc udali się do sierocińca. Tam poznali trzyletniego wówczas Alexa i jego dwóch półrocznych braci Maxa i Mata. Na początku chcieli zaadoptować tylko jedno dziecko, ale jak zobaczyli w jaki sposób mały Alex spędza czas ze swoimi braćmi, jak martwi się o nich zdecydowali się zaadoptować całą trójkę. Obecnie Alex ma cztery lata, a maluchy półtora roku. Niedawno zaczęli chodzić, więc w w domu rodziców jest niezły zamęt. Alex szybko zaaklimatyzował się w naszym towarzystwie. Cieszy się, że ma starszą siostrę, i rodziców, którzy go nie biją. Tak, niestety ale jego biologiczni rodzice znęcali się nad nim. Niestety, ale takie chamy chodzą po tym świecie.
W domu rodziców mimo wszystko nadal jest niezły ruch. Oni, i dzieciaki to pięć osób, dodatkowo mieszkają tam Han razem z Gisele, oraz wujek Brian i ciocia Mia. Rok temu tata i wujek Luke stwierdzili, że nie potrzebnie on i ciocia Elena mieszkają tak daleko od nas. Tak więc oni również przeprowadzili się do rodziców. Teraz wszyscy mieszkamy jedni obok długich. Na samym środku znajduje się dom rodziców, po prawej stronie mój i Justina a zaraz obok nas Ari i Alan. Z lewej strony swój dom mają Pattie i Roman, a obok nich Kelsey i Tej. Panowie postanowili, że wszystkie działki muszą mieć jakiś wspólny element, więc wykupili ciąg plaży prowadzący od działki Kelsey i Tej’a do końca działki Alana i Ari. Jest to naprawdę fajne, nikt nam tam nie chodzi, a my mamy pewność, ze dzieciaki są bezpieczne jak się bawią. Wszystko układa się powoli, i idzie nam całkiem nieźle.
Dziś jest sobota. Justin stwierdził, że skoro dałam radę zdać trzeci semestr to zaprasza mnie na jakąś kolację, żeby to uczcić. W sumie nie zdziwiło mnie to. Często gdzieś razem wychodziliśmy, żeby spędzić czas tylko we dwoje. Tutaj, mimo, że mieszkamy razem, to ciągle ktoś wchodzi i wychodzi. albo szukają darmowej niańki dla dzieci, albo czegoś nie mają, albo w czymś trzeba pomóc, no po prostu ani chwili wytchnienia. Naprawdę, ile razy nie mogliśmy dokończyć “gry wstępnej” bo ktoś nam przeszkadzał. Nie wiem kiedy tak naprawdę ostatni raz się kochaliśmy. Czasem jakiś szybki numerek pod prysznicem, albo drobne pieszczoty, ale to nie wystarcza. Niestety jednak na nic innego nie możemy sobie pozwolić. Może dzisiaj w końcu się to zmieni. Jest szesnasta, dwie godziny temu Justin zniknął z domu, i jak na razie się nie pojawił. Umówił się ze mną na osiemnastą, więc postanowiłam zacząć się szykować. Pierwsze co, to musiałam wziąć długą odprężającą kąpiel. Nalałam wody do wanny, dodałam jakiegoś olejku, i zanurzyłam się w pachnącej wodzie. Poleżałam trochę czasu, aż woda stałą się zimna. Szybko umyłam włosy, i od razu wyszłam z wanny otulając się dużym ciepłym ręcznikiem. Drugim zawinęłam włosy w turban na głowie i podeszłam do lustra. Zrzuciłam ręcznik, który miałam na sobie i założyłam jasny komplet bielizny, który ze sobą przyniosłam. Następnie zdjęłam ręcznik z włosów i wysuszyłam je. Zdecydowałam się wyprostować moje blond włosy i delikatnie tylko zakręciłam końcówki. Następnie zabrałam się za makijaż. Delikatny, ale jednak wyraźny. Korektor, podkład, puder, zrobiłam sobie delikatną kreskę i mocno wy tuszowałam swoje rzęsy. Na koniec pomalowałam sobie usta beżową kretką do ust i wyszłam z łazienki. W pokoju dotarło do mnie, że nie mam za dużo czasu do umówionej godziny, więc szybko poszłam do garderoby wybrać ciuchy na dzisiejszą kolację. Nie chciałam, żeby było to bardzo eleganckie, ale też nie mogło być bardzo na luzie. W końcu zdecydowałam się na beżową sukienkę z rękawem ¾ do po połowy uda. Związałam ją w tali brązowym paskiem. Dobrałam do tego beżowe sandały, wiązane przy kostce. Założyłam długie kolczyki z kamieniami. Na nadgarstek założyłam trzy bransoletki, a całość dopełniłam jasną kopertówką. Wyszłam z pomieszczenia, i spakowałam do torebki wszystkie potrzebne rzeczy. Telefon, portfel, dokumenty, chusteczki i kredkę do ust. Gotowa zeszłam na dół, gdzie w salonie czekał na mnie Justin, który wyglądał cholernie gorąco. Jasne przedarte, zwężane jeansy, rozpięta biała koszula z podwiniętymi rękawami dodawały mu uroku. Był elegancki, ale jednocześnie niebezpieczny, przez to, że  było widać jego imponujące tatuaże.
-Zajebiście wyglądasz- powiedział podchodząc do mnie i całując.
-Ty też- mruknęłam między pocałunkami. Całowaliśmy się, całowaliśmy… i całowaliśmy. W końcu jednak odsunęłam się od niego.
-Chodźmy, bo nam rezerwacja minie- powiedział i złapał mnie za rękę ciągnąc do wyjścia. Na podjeździe stało zaparkowane Bugatti Justina. Mój ukochany sprzedał swoje Bugatti Veyron, a kupił najnowszy model Bugatti Chiron, szybsze, i bardziej efektowne. Jest ich niewiele na świecie, i kosztują majątek, ale mógł sobie na to pozwolić.
-Zapraszam Panią- powiedział otwierając mi drzwi od strony pasażera i podając mi rękę pomógł mi wysiąść. Zamknął za mną drzwi, okrążył samochód i wsiadł na miejscu kierowcy, od razu ruszając w drogę do restauracji. Droga minęła nam w milczeniu, jednak nie była to jakaś niekomfortowa sytuacja. Miło jest pomilczeć z ukochaną osobą, bo czasem słowa nie są potrzebne. Justin całą drogę trzymał swoją dłoń na moim udzie, puszczając je tylko wtedy kiedy musiał zmienić bieg. Bez żadnych problemów dotarliśmy na miejsce. Była to jedna z tych “lepszych” restauracji. Trzymała poziom, ale nie była droga w chuj. W takich miejscach czuliśmy się najlepiej. Justin pomógł mi wyjść z auta, i obejmując się poszliśmy do restauracji. Tam kelner zaprowadził nas do naszego stolika. W bardzo przyjemnej atmosferze spędziliśmy jakieś dwie godziny, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, po prostu normalna randka, taka chwila tylko dla nas jakiej od dawna nam obojgu brakowało. Po udanej kolacji pojechaliśmy do domu. Jednak zamiast do domu Justin pociągnął mnie na tył domu do ogrodu, a następnie na plażę. Tam, czekała na mnie niespodzianka. Na plaży było rozpalone ognisko, a obok leżała masa koców i poduszek, zauważyłam nawet szampana i dwa kieliszki. Ściągnęliśmy buty, i Justin poprowadził mnie w tamtą stronę. Pomógł mi usiąść na kocu, a sam usiadł za mną i przykrył mnie kocem, żebym nie zmarzła. Siedzieliśmy tak i wpatrywaliśmy się w niebo.
-Kochanie- usłyszałam głos Justina przy swoim uchu.
-Co jest?- spytałam szeptem nie chcąc psuć tej chwili.
-Wiesz, że nie jestem dobry w mówieniu o uczuciach- powiedział, już chciałam mu, przerwać, kiedy mnie powstrzymał- Teraz ja mówię, ty słuchasz. Kocham cię najbardziej na świecie, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, zrobił bym dla ciebie wszystko. Jesteśmy już ze sobą już naprawdę długo, wiele razem przeżyliśmy…- NIE-... uważam, że to dobry moment, żeby to zrobić, chyba nigdy nie będzie idealnego momentu, ale możemy sprawić, że ta chwila będzie niezapomniana- powiedział, i wstał klękając prze de mną z pudełkiem w ręku.- Lesley, czy uczynisz mi ten zaszczyt, i zostaniesz moja żoną?- spytał się mnie, a mnie… zatkało. Na początku byłam nieco zdezorientowana, ale szybko odzyskałam rezon.
-Tak…- szepnęłam cicho- TAK!!!- krzyknęłam już głośniej i rzuciłam się na niego obalając go.- Tak...Tak...Tak...Tak…- powtarzałam, a wszystko było przeplatane pocałunkami. Justin uśmiechając się założył mi pierścionek na palec.
Następnie poleżeliśmy jeszcze trochę na plaży przykryci kocem. Wypiliśmy szampana, a następnie przenieśliśmy się do domu, a tam wiadomo co się działo. Nie będę tego opisywała, bo nie chcę was zgorszyć.
Jednak przygotujcie się, to nie koniec naszej historii. Jeszcze wiele przed nami, a ja bardzo chcę się tym z wami podzielić, więc szykujcie się na kolejną dawkę emocji w rollercoasterze “Toretto”



*~*~*
Oto i jest Epilog. Trochę się nad nim namęczyłam, ale stwierdzam, że warto było. Mam nadzieję, że wam się podoba. Co do drugiej części... Nie będzie ona długa, kilku rozdziałowa, będzie opowiadała ona historie poszczególnych par. Nie chcę pisac znowu nie wiadomo jak długiej drugiej części. Jednak obiecuję wam, ze poznacie dalszą historię moich bohaterów. Jednak na razie zapraszam na nowego bloga. Część druga ruszy w połowie kwietnia. KOCHAM WAS xxx

2 komentarze: