czwartek, 28 stycznia 2016

# Rozdział 18 cz.2

Zaparkowaliśmy pod adresem, który dał nam Tej, i szczerze mówiąc troszkę się przeraziłam. Widać było, że dzielnica nie należy do najbezpieczniejszych. Dom również nie przypominał domu, była to raczej rudera. połamane balustrady, skrzypiąca huśtawka i wo gule wszystko tutaj było ruiną. Niepewnie wyszłam z auta, i pd razu podeszłam do czekającego na mnie Justina. Z kilku domów obserwowali nas miejscowi “gangsterzy”. trochę się obawiałam, bo nie miałam w tym momencie przy sobie żadnej broni, wszystko było naszych bagażach, które były w samochodzie. Podeszliśmy do drzwi, uważając, by nie nadepnąć na deskę, która mogła by się złamać pod naszym ciężarem. Justin zapukał do drzwi, a ja mocno ścisnęłam jego rękę, by dodać mu otuchy. Po chwili drzwi otworzyły się, a w nich stanęła kobieta lekko po czterdziestce. Widać było, że nie ma lekko w życiu.  Jej włosy były zniszczone, i straciły blask jakie kiedyś miały,a po oczach widać było, że się nie wysypia i ciężko pracuje.
-W czym mogę pom…- nie dokończyła zdania, kiedy tylko spojrzała na Justina głos ugrzązł jej w gardle a w oczach zalśniły łzy.
-Hej mamo- wyszeptał Justin, a ja wiedziałam, że w jego oczach również zalśniły łzy. Kobieta rzuciła się na szyję mojemu chłopakowi, a z jej gardła wydobył się głośny szloch. Zauważyłam, jak z za ściany wychylają się dwie malutkie główki. Domyśliłam się, że jest to rodzeństwo, dlatego położyłam mu dłoń na ramieniu, a on spojrzał na mnie swoimi załzawionymi oczami. Pokazałam mu kto na nich patrzy z domu, a kiedy on się zorientował odsunął od siebie delikatnie mamę i patrzył na swoje rodzeństwo. Spojrzał na swoją mamę, a ta chwyciła jego twarz w dłonie i popatrzyła mu głęboko w oczy.
-Cieszę się, że cię widzę synku- szepnęła i pociągnęła go w dół, by pocałować go w czoło.
-Ja też się ciesze mamo- uśmiechną się do kobiety, i spojrzał na mnie- Poznaj proszę mamo moją dziewczynę Lesley, Lesley to moja mama.
-Miło mi panią poznać powiedziałam uśmiechając się delikatnie.
-Jaka tam pani, Pattie, albo mamo- powiedziała i mocno mnie przytuliła, co z przyjemnością oddałam.- Wejdźcie do środka- powiedziała i wpuściła nas do środka zamykając drzwi na klucz, ewidentnie się czegoś bała. Rozejrzałam się po wnętrzu, było w ciut lepszym stanie niż fasada budynku. Popatrzyłam na Justina, a ten na mnie, wiedzieliśmy jedno: TRZEBA ICH Z TOND ZABRAĆ.
-Chodźcie do salonu- powiedziała i pokierowała nas do pomieszczenia, gdzie walało się kilka zabawek i stało kilka starych, ale dobrze wyglądających mebli. Za fotelem stałą dwójka urwisów i bacznie się nam przypatrywała. Uśmiechnęłam się do nich, a oni od razu się speszyli i pobiegli do mamy. - Hej, spokojnie, nie bójcie się powiedziała i pogłaskała ich po główkach. Usiadłam z Justinem na kanapie, a Pattie udałą się jak podejrzewam do kuchni, ponieważ po chwili wróciła z dzbankiem soku, szklankami i ciasteczkami. Postawiła to na stoliku i usiadła na fotelu na przeciwko nas, a dzieciaki zaraz wgramoliły się do niej na kolana. -Jazmyn, Jaxon, nie poznajecie kto to jest?- spytała ich. Mała przekrzywiła głowę i patrzyła uważnie na Justina, zmrużyła oczka, a po chwili wyszeptała:
-Justin…- po chwili już głośno krzyknęła jego imię i się na niego rzuciła. Po chwili jej ruch powtórzył jej młodszy braciszek. Siedzieli na kolanach swojego starszego brata i mocno go tulili. Po chwili Juss oderwał ich delikatnie od siebie i spojrzał na mnie, a oni oczywiście powtórzyli jego ruch.
-Maluchy to jest moja dziewczyna Lesley, Lesley to moje młodsze rodzeństwo, Jazmyn- wskazał na dziewczynkę- i Jaxon- tu wskazał na chłopca. Małą przekrzywiła głowę i spojrzała na mnie . Po chwili usłyszałam jej głos:
-Ładna jesteś- stwierdziła, i usiadła obok mnie i przytuliła się do mojego boku.
-Bardzo- dodał po chwili Jaxon i ucałował mój policzek siadając na moich kolanach. Popatrzyłam na Justina, który się uśmiechał, lecz zaraz jego mina spoważniała, i spojrzał na swoją mamę. Wiedziałam, że czeka ich poważna rozmowa, dlatego postanowiłam zabrać gdzieś dzieciaki.
-Co wy na to, żeby się przejść na plac zabaw- zwróciłam się do nich, a oni ochoczo pokiwali głowami. Popatrzyłam na Justina, a ten uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością. Ubrałam dzieciakom kurtki, i buty. Sama założyłam moją ramoneskę, i zabierając od Justina kluczyki od samochodu wyszliśmy z domu. Wsadziłam dzieciaki do auta, i sama podeszłam do bagażnika i wyciągając z bagażu kaburę z pistoletem założyłam ją na udo tak, by nikt tego nie widział, a na drugim udzie przymocowałam sobie dwa zapasowe magazynki, nigdy nic nie wiadomo. Usiadłam za kierownicą i wyjechałam z podjazdu. Włączyłam radio i razem z dzieciakami śpiewałam płynące z urządzenia piosenki. Po chwili dojechaliśmy do pobliskiej galerii handlowej. Jak ubierałam dzieciaki widziałam, że ich ubrania nie nadają się za bardzo na tę porę roku, dlatego postanowiłam kupić im kilka nowych ciuchów. Kiedy podzieliłam się z nimi tym pomysłem byli zachwyceni. No to zakupy czas zacząć.
*Oczami Justina*
Wiedziałem, że Lesley mnie zrozumie. Od razu skojarzyła, że muszę poważnie porozmawiać z mamą, więc zabrała gdzieś dzieciaki. Kiedy upewniłem się, że wszyscy bezpiecznie siedzą w samochodzie poszedłem do salonu. Chwyciłem moją mamę za rękę, i posadziłem ją na kanapie obok mnie. Usiadłem do niej bokiem tak, żeby na nią patrzeć i chwyciłem ją za dłonie.
-Opowiedz mi teraz co się działo. Wiem o śmierci ojca, ale jak to się stało, że tutaj wylądowaliście- dopytywałem, a kobieta tylko westchnęła i spojrzała na mnie, a ja wiedziałem, że teraz czeka mnie długa opowieść.
-Dobrze wiesz, co po twoim wyjeździe działo się z ojcem. Niestety, to nie wszystko. Owszem pił, i często wyżywał się na mnie. Całe szczęście nie odważył się dotknąć maluchów- gdy to mówiła mocno zacisnąłem szczękę ze zdenerwowania- Zaczął coraz częściej znikać z domu. Okazało się, że ciągle siedział w kasynach. Przegrał wszystkie nasze oszczędności, a kiedy nie miał już pieniędzy zapożyczał się. Niestety robił to u ludzi spod ciemnej gwiazdy. Niedługo po twoim odejściu zjawił się tutaj taki jeden, co przejął wyścigi, i delikatnie mówiąc przejął kontrolę nad całym miastem. Wszyscy się go boją. Niestety ojciec zapożyczył się u niego na ponad ćwierć miliona dolarów. Ciągle grał o coraz wyższe stawki. Po jego śmierci to mi kazali spłacać jego długi. Musiałam się zgodzić, grozili mi, i dzieciakom. Sprzedałam dom, ale to nie wystarczyło, szczególnie, że ciągle naliczają odsetki. Wiesz jak to działa. Sprzedałam wszystko co cenne, i kupiłam ten dom. Niestety na nic innego nie było mnie stać. Ze starej pracy mnie zwolnili. Teraz ciągle pracuję jako sprzedawczyni w pobliskim sklepie, i dorabiam sobie jako sprzątaczka. Dobrze wiedziałam, że te pieniądze pojawiające się na moim koncie są od ciebie. Tak bardzo chciałam wydać je na maluchy, ale nie mogłam. Musiałam im płacić- teraz już płakała. Mocno ja przytuliłem. Nie mogłem pozwolić, żeby płakał przez takiego chuja jakim był mój ojciec.
-Mamo nie martw się, od teraz wszystko będzie dobrze.- powiedziałem patrząc jej w oczy.
-Jak, nic już nie będzie dobrze- powiedziała zrezygnowana.
-Uwierz mi, będzie dobrze. Ja o to zadbam. Nie pozwolę, żebyście dłużej tu mieszkali. Razem z Lesley zabieramy was do Los Angeles- oznajmiłem.
-Justin, daj spokój, macie tam swoje życie, sprawy, problemy, nie jesteśmy wam tam potrzebni. - upierała się przy swoim.
-Nawet tak nie mów. Skoro  ojciec nie umiał się zachować jak głowa rodziny, to ja to zrobię. Jak tylko powiedzieliśmy w domu, że jedziemy do was, to rodzice Lesley powiedzieli, że nie mamy się w domu pokazywać bez was. Tam wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną. Dzieciaki pójdą tam do szkoły i przedszkola, dla ciebie też znajdzie się praca. Ogólnie prowadzimy warsztat samochodowy, ale nikt z nas nie ma głowy do papierkowej roboty, a ty się na tym znasz- mówiłem.
-Nawet jak bym się zgodziła, to i tak nie mogę. Mam dług do spłacenia, grozili mi, że jak ucieknę, to znajdzie mnie i zabije- płakała.
-Nie pozwolę, żeby coś wam się stało. Jutro razem z Lesley zajmiemy się tym, nie bój się, nic wam nie zrobią.- przytuliłem ją do siebie.- A teraz chodź, spakujemy trochę waszych rzeczy i jak tylko przyjedzie Lesley z dzieciakami to pojedziemy do hotelu. Nie pozwolę, żebyście spędzili tutaj chociaż jeszcze jedną noc.- Powiedziałem, i podniosłem się z kanapy, a mama za mną. Zaprowadziła mnie do pokoju maluchów, a sama poszła jak podejrzewam do swojej sypialni. Pod jednym z łóżek znalazłem walizkę, podszedłem do jedynej szafy jaka się tam znajdowała i otworzyłem ją. W środku nie znajdowało się za dużo ciuchów, a część z nich była już mocno zniszczona, albo na sto procent za mała na nich. Spakowałem tylko to co moim zdaniem nadawało się do noszenia, całą resztę wrzuciłem do wielkiego worka i wyrzuciłem do śmieci, bo naprawdę nie nadawało się to do noszenia. Postanowiłem zostawić otwartą walizkę, żeby maluchy mogli spakować trochę swoich zabawek. Poszedłem do pokoju mamy zobaczyć jak jej idzie. Zastałem ja klęczącą przy walizce, i cicho łkającą. Podszedłem do niej i mocno przytuliłem.
-Tak naprawdę sama nie wiem co mogę zabrać- powiedziała- prawie wszystko jest zniszczone, i nie nadaje się do noszenia- mówiła cicho- nawet nie umiałam zadbać, żeby dzieci miały porządne ciuchy- łkała.
-Uspokój się. Mogę się założyć, że jutro Lesley zabierze ciebie na jakieś małe zakupy, a jak tylko przyjedziemy do Los Angeles to wszystkie kobiety zabiorą cię na naprawdę długie zakupy- powiedziałem.
-Ale ja nie mam pieniędzy- powiedziała.
-A kto każe przejmować ci się pieniędzmi. Za wszystko ja zapłacę- powiedziałem.
-Ale Justin, ja nie mogę…- broniła się.
-Nie ma nie możesz, należy ci się to, zresztą, niedługo zaczniesz zarabiać porządne pieniądze, więc się tym wszystkim nie przejmuj- powiedziałem, a ona się delikatnie uśmiechnęła. - A teraz spakuj tylko to, co chociaż trochę nadaje się do noszenia, i wszystko to co chcesz zabrać do Los Angeles, i zaraz spadamy stąd.
Mama uśmiechnęła się delikatnie, a ja wyszedłem z pokoju i udałem się na werandę, żeby zobaczyć czy Lesley już wróciła. Niestety jeszcze ich nie było. Postanowiłem dać trochę czasu mamie i poczekać na moją dziewczynę i rodzeństwo na zewnątrz. Oparłem się o w miarę stabilną część barierki i skanowałem wzrokiem okolicę. Widziałem, jak z kilku domów przyglądają mi się okoliczni “źli chłopcy”, tak naprawdę gówno mogą mi zrobić. Postanowiłem skorzystać z okazji, że mama jest zajęta postanowiłem zadzwonić do Tej’a.
-Co tam młody- usłyszałem po odebraniu telefonu.
-Dobrze, ale jest problem- powiedziałem.
-Mów, postaram się ci pomóc.
-Dowiedz się kto jest odpowiedzialny za wyścigi w Stanford, chcę wiedzieć wszystko o tym gnojku. Jak już będziesz wiedział, wyślij to do Lesley na służbowe konto, wolę, żeby nikt niepożądany się o tym nie dowiedział.
-Już się robi- powiedział.
-Nie wiem jak to zrobisz, ale jutro ma być w Stanford moje Bugatti i Lamborghini Lesley- powiedziałem.
-Nie ma problemu, Hobbs to załatwi-usłyszałem po drugiej stronie- Ej, ale gdzie te wyścigi, w Stanford?- spytał.
-No tak- odpowiedziałem niepewnie.
-Dziwne, no bo niedługo po twoim przyjeździe do nas Dom wysłał tam kogoś, żeby organizować tam wyścigi- powiedział Tej.
-To przekaż mu, że jego człowiek jutro może być czasem martwy, bo na trochę za wiele sobie powtarza, groził śmiercią mojej rodzinie- syknąłem do telefonu.
-Serio- nie dowierzał.
-Serio, zrób to o co cię proszę, a jak Dom będzie coś chciał, to niech do mnie zadzwoni- powiedziałem i rozłączyłem się, bo Lesley i dzieciaki właśnie przyjechali. Najpierw wysiadła moja ukochana, a zaraz za nią dzieciaki, w nowych ciuchach. Wiedziałem, że o to zadba. Tak jak ja zauważyła, że ciuszki maluchów nie nadają się za bardzo na tę porę roku, i wo gule do noszenia. Wsadziłem dzieciaki z powrotem do samochodu, i kazałem Lesley zostać z nimi. Sam podszedłem do bagażnika, i wyciągnąłem jedną broń i schowałem ją sobie za pasek spodni. Zostawiłem bagażnik otwarty i poszedłem do domu. Wrzuciłem wszystkie zabawki, jakie miałem w zasięgu wzroku do walizki dzieciaków, i zamknąłem ją. Poszedłem zobaczyć co robi moja mama. Właśnie zamykała drugą walizkę. Wziąłem jedną, i wskazałem jej głową, żeby wzięła drugą. Wyszedłem z budynku, i zobaczyłem, że pod dom podjeżdża jakieś czarne auto. Na razie nikt z niego nie wysiadał, ale podejrzewam, że za chwilę zrobi się nie przyjemnie. Spojrzałem na Lesley, ona chyba zrozumiałą aluzję. Wyszła z samochodu, i pomogła mojej mamie bezpiecznie wejść do auta, zabrała jej walizkę, i podeszła z nią do mnie.
-Człowiek, który groził mojej matce, to ktoś od twojego ojca, postanowił pobawić się w samowolkę- szepnąłem do niej.
-Rozumiem. Zaraz zrobi się nie przyjemnie- szepnęła, kiedy zamknąłem bagażnik. W tym momencie z samochodu wyszło trzech gości.
-Ta kobieta nigdzie z wami nie pojedzie- powiedział “szef”
-Ta kobieta zrobi to co uważa za słuszne- powiedziałem podchodząc do nich, ale stanąłem w bezpiecznej odległości od nich.
-Nie wydaje mi się- powiedział i odsłonił swoją marynarkę, pod którą miał broń, jego goryle to samo, mieli pod swoimi kurtkami również pistolety.
-Przekażcie swojemu szefowi, że jutro z nim porozmawiam. Ureguluję dług, a on niech się odczepi od mojej rodziny.- powiedziałem, i odwróciłem się w stronę samochodu, i chciałem do niego podejść, kiedy usłyszałem odgłos odblokowywanego pistoletu, nim jednak zdążyłem zareagować Lesley odwróciła się wyciągając spod swojego długiego swetra nóż, i rzuciła nim celując w dłoń która trzymała pistolet.
-Powiedzieliśmy, że jutro wszystko załatwimy, dlatego spieprzać stąd, nie straszcie dzieci, to raptem przedsmak tego co potrafię, wiec naprawdę spieprzać zanim się zdenerwuję- syknęła i razem ze mną wsiadła do samochodu. Szybko odpaliłem i wyjechaliśmy. Pojechaliśmy do najlepszego hotelu w mieście gdzie wynająłem pokój. Weszliśmy do środka, i rozlokowaliśmy się w apartamencie. Było już późno, więc mama umyła maluchy i położyła ich spać, a następnie przyszła do nas. Zrobiłem panią drinki i usiadłem obok Lesley obejmując ją ramieniem.
-Powiecie mi co się tam działo- spytana cicho mama.
-Podejrzewam, że znałaś tych ludzi?- spytałem, a ona tylko kiwnęła głową- twoi sąsiedzi donieśli im, że prawdopodobnie się wyprowadzasz, więc przyjechali i chcieli cię tu zatrzymać zastraszając nas. Nie musisz się ich obawiać. Jutro wszystko załatwimy. Okazało się, że człowiek który organizuje wyścigi został wysłany tutaj przez ojca Lesley, jednak robi sobie samowolkę. Jutro razem z Lesley pojedziemy tam i wszystko załatwimy- powiedziałem z uśmiechając się do mamy.
-Tylko proszę was uważajcie- powiedziała patrząc na nas.
-Nie musisz się o nas martwic. Naprawdę- powiedziała Lesley. Mama niepewnie uśmiechnęła się do nas. Rozmawialiśmy jeszcze jakąś godzinę o tym jak się poznaliśmy, opowiedzieliśmy mamie historię rodziców Lesley, mama opowiadała jakim to byłem rozkosznym maluchem, i stwierdziła, że koniecznie musi je jej pokazać.Około godziny jedenastej poszliśmy się położyć.  Kiedy wykąpani leżeliśmy z Lesley w łóżku opowiedziałem jej o tym czego dowiedziałem się od Tej’a. Opowiedziałem jej też o planach na jutro i o tym, że trzeba kupić mojej mamie i rodzeństwu nowe ciuchy. Kiedy prawie spaliśmy do naszej sypialni przyszła Jazzy z pytaniem, czy może z nami spać. Ze śmiechem wzięliśmy ją do naszego łóżka i do rana mogliśmy spokojnie spać.
Kiedy rano wstaliśmy ogarnęliśmy się i poszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu moja dziewczyna stwierdziła, że zabiera moje rodzeństwo i mamę na zakupy. Mi to w sumie pasowało. Zawiozłem do galerii, a sam pojechałem na lotnisko odebrać nasze samochody.Przed śniadaniem dzwonił do mnie Tej, i powiedział, że powinny być po południu na lotnisku, i poinformował mnie, że Dom i Brian z niewielką pomocą Letty skończyli Mustanga, i to jego wysłał zamiast Lamborghini. Odstawiłem auta do garaży za miastem, które wynająłem, żeby je tam przechować, ale również przygotować do wyścigu. Kiedy upewniłem się, że auta są dobrze zabezpieczone pojechałem do miejsca, gdzie odbywają się wyścigi. Trasa była dość prosta, z pokonaniem jej nie powinniśmy mieć większych problemów. Kiedy już wszystko miałem ogarnięte postanowiłem pojechać do starych magazynów, gdzie zawsze spotykałem się ze starą ekipą. Nie musiałem jeszcze jechać odebrać ich z galerii więc postanowiłem dowiedzieć się o której jest wyścig. Zajechałem pod magazyny. Pamiętam jak kiedyś potrafiłem przesiedzieć tam cały dzień. Byłem pewien, że tam będą, tacy ludzie jak oni się nie zmieniają. Pewnie też bym tak skończył, ale całe szczęście trafiłem do Dom’a. Wszedłem do budynku i poszedłem, że tak powiem do głównej sali. Tak jak się spodziewałem byli tam moli starzy znajomi.
-O kurwa- usłyszałem z Maxa, który jako pierwszy mnie zauważył. Zaraz wszyscy odwrócili się w moją stronę, a na ich twarzach malowało się niedowierzanie.
-Myśleliśmy, że wyjechałeś- usłyszałem głos Nicol, laski z którą się w moim “starym życiu” zabawiałem.
-Ale jak widać wróciłem- warknąłem. Naprawdę nie miałem ochoty tutaj przebywać. Nie wiem jak kiedyś mogłem tutaj tak często przebywać.
-Co cię do nas sprowadza, działeczka, a może jesteś sfrustrowany- wyszeptała mi do ucha Nicol, która nie wiem kiedy do mnie podeszła i chwyciła mnie za kroczę. Szybko odepchnąłem ją zniesmaczony.
-Szanuj się dziewczyno- warknąłem w jej stronę.- Skończyłem z tamtym życiem…- powiedziałem i usłyszałem śmiech zebranych w pomieszczeniu ludzi.
-Ta jasne…- prychnął Max.
-Lepiej w to uwierz, naprawdę nie mam ochoty dłużej tutaj przebywać. Powiedz mi lepiej o której jest dzisiaj wyścig- warknąłem w jego stronę. Zanim jednak mi odpowiedział usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Wyciągnąłem go z kurtki, by sprawdzić kto dzwoni. Na wyświetlaczu pojawił mi się zdjęcie Lesley.
-Co jest kotek- powiedziałem do telefonu.
-Możesz po nas przyjechać. I od razu do mnie zadzwoń, powiem ci gdzie jesteśmy. Ten chuj wysłał za nami kogoś, jesteśmy obserwowani- powiedziała spokojnie.
-Zaraz jestem- warknąłem do telefonu i rozłączyłem się.
-To jak dowiem się o której są te wyścigi- tym razem warknąłem w stronę Maxa. Kiedy tylko uzyskałem odpowiedź wyszedłem szybko z budynku i pojechałem do galerii. Chyba zabiję tego chuja jak będzie groził moim bliskim.




*~*~*
Masakra, rozdział ma ponad pięć stron, a mógł by być jeszcze dłuższy. Początkowo plan był taki, że rozdział 18 ma być w całości poświęcony Kanadzie i sprawom rodzinnym Justina. Jednak kiedy druga część wychodziła mi coraz dłuższa i końca nie było widać postanowiłam z tego zrezygnować. Kiedy kolejny rozdział? Nie wiem, może za tydzień, może za półtora, ale będzie. Obiecuję. Spodziewajcie się ważnej notki dotyczącej przyszłości opowiadania.

1 komentarz: