środa, 26 sierpnia 2015

# Rozdział 9

*Oczami Lesley-Ann*
     Wyszłam z tego cholernego pokoju przesłuchań wkurwiona jak jeszcze nigdy. Powiedział wszystko to, co mnie najbardziej interesowało. Dowiedziałam się, że on i jego zasrany ojczulek pracują dla Dylana Argenta mojego największego wroga, i największej świni w zachodnim Miami. Najlepsze jest jednak to, że Argent współpracuje z Showem. Podobno wiedzieli, że się domyślę, iż coś jest nie tak z moim wozem, i znajdę przyczynę nie zabijając się . On nie wie gdzie jest Show i jego spółka. Kontaktuje się z nim Argent, który wydaje mu polecenia od Showa. Wiem, że Argent wykonuje wszystkie rozkazy Showa, jest jego pieskiem na posyłki. Na pewno jest już w LA i będzie chciał się ścigać, z przyjemnością się z nim pościgam, ale na moich zasadach.
     Po dwóch godzinach od wyjścia z przesłuchania wróciłam do domu. Wszyscy siedzieli w salonie, najwyraźniej czekając na mnie. Byli nawet wujek z ciocią i Ari. Weszłam tam i stanęłam przed nimi.
     -W mieście na pewno jest Argent, i jestem przekonana, że będzie chciał się ścigać na najbliższym wyścigu. Będzie się ścigał on i trójka jego najlepszych ludzi, dlatego startuję, ja, Justin, wujek Brian, i ty tato- pokazałam na wszystkich. -Tej i ciocia Elena skonstruują taki nadajnik GPS, żeby był nie do wykrycia. Potrzebuję raportu z waszych wyjazdów- pokazałam na pary, które ostatnio wyjeżdżały.
     -Jutro wszystko dostaniesz, czekamy na ostatnie raporty analiz-powiedziała ciocia
     -Nastąpi też małą zmiana planów, ja, Justin, Ariana i Alan nigdzie nie jeździmy, dogadajcie się między sobą, kto z kim i gdzie jedzie, nie obchodzi mnie to, wszystkie miejsca mają zostać dokładnie przeszukane, każdy kąt ma zostać przejrzany.
     -A do czego my jesteśmy ci potrzebni.- spytał Justin.
     -Ty musisz pomóc mi rozgryźć plan działania Showa, Ariana pomoże mi w wyszkoleniu was jak posługiwać się tym- wyciągnęłam i naładowałam szybko broń wymierzając w niego- i tym- złapałam nóż, który rzuciła mi Ari.- Poza tym mamy w szkole kreta, muszę się dowiedzieć kto to jest. Lewis był tylko przynęta, kozłem ofiarnym. O nim mieliśmy się dowiedzieć, nie podejrzewali tylko, że będzie to tak szybko. Odebraliśmy im jakieś dwa tygodnie obserwacji nas. Teraz muszą przyśpieszyć swój plan, przy czym mogą pozostawiać ślady, co niezwykle ułatwi nam sprawę.
     -Kiedy zaczynamy- spytał Roman.
     -Teraz- powiedziałam wychodząc z pokoju. Na odchodne rzuciłam im jeszcze jedno spojrzenie i powiedziałam- Gra się rozpoczęła, ale teraz gramy na moich zasadach.
*Oczami Luke’a*
     Kiedy młoda wyszła z salonu jak podejrzewam do swojego pokoju ustaliliśmy, że pierwsze pary które wyjeżdżały pojadą w miejsca, gdzie miały jechać pary z młodymi, zaraz po tym każdy zabrał się za swoją robotę. Elena i Tej, pojechali do agencji, żeby zbudować ten nadajnik GPS, razem z nimi zabrali się Ariana i Alan, którego moja córcia miała nauczyć porządnie posługiwać się bronią. Do agencji pojechali też Gisele i Han, którzy postanowili przypomnieć sobie co nieco. Dom i Brian poszli do garażów posprawdzać auta i pozmieniać co nieco tak, aby były mniej zintegrowane komputerowo. Justin zaciągnął Romana do pokoju Les, żeby ogarnąć wszystkie dotychczasowe informacje, które mamy. Ja sam pojechałem do agencji, żeby przyśpieszyć prace w laboratorium.
*Oczami Lesley-Ann*
     Weszłam wkurwiona jak cholera do mojego pokoju. Szkoda, że nie jesteśmy w Miami, tam to przynajmniej mogła bym się go pozbyć, bo rybka jest zabroniona, a tutaj, nic, nawet nie znają tej akcji. Podeszłam do okna i zobaczyłam jak Ariana z rodzicami wsiada do auta i jadą prawdopodobnie do agencji, bo za nimi pojechali również Alan oraz Han z Gisele. Podeszłam do garderoby i przebrałam się w strój roboczy, czyli jak zawsze rybaczki czarna koszulka i timberlandy. Zabrałam telefon i poszłam do warsztatu. Wujek jak jeszcze byliśmy w agencji powiedział, że dzisiaj przywiozą mój samochód, więc musiałam zabrać się za jego naprawę. W garażu byli już również wujek z tatą, a za mną przypałętał się Justin, który chyba chciał ze mną pogadać, o planach Showa. Zdziwiłam się, że ich widzę, ale później pomyślałam, że pewnie też chcą pogrzebać przy swoich maszynach.
     -Mała, my wiemy, że jesteś strasznie samodzielna i tak dalej, ale pozwól sobie pomóc, jesteśmy przecież jedną wielką rodziną- powiedział tata- zresztą wydaje mi się, że chcesz jak najszybciej naprawić to cacko a sama trochę będziesz nad tym siedziała- dokończył.
     -Ugh… nienawidzę, kiedy inni mają rację. Dobra, pomożecie mi, ale się mnie słuchajcie. Przygotujcie wszystko tak, żeby wyjąć silnik i wszystkie przewody paliwowe łącznie z bakiem. Ja muszę w tym czasie wykonać jeden telefon.
     -Dobra, jakieś specjalne uwagi- spytał się Justin.
     -Jak cokolwiek zniszczycie wasza śmierć będzie długa i bolesna.- powiedziałam i poszłam na zewnątrz, żeby zadzwonić.
*rozmowa*
     -Słucham- odezwał się głos po drugiej stronie.
     -Witaj Max- powiedziałam głosem wrednej suki.
     -Toretto- wysyczał- czego chcesz.
     -Po co te nerwy, z tego co pamiętam jesteś mi winien przysługę, którą teraz możesz odpracować.
     -W jaki sposób- spytał.
     -Gdzie dzisiaj będzie Argent- spytałam bez owijania w bawełnę.
     -Seven, najlepszy klub, strefa V.I.P. w razie czego nie wiesz tego o de mnie.
     -Nie jestem zielona w półświatku, nie musisz mi takich rzeczy mówić- powiedziałam, rozłączyłam się i poszłam do garażu. - Macie może ochotę na imprezę w Seven z Alanem- spytałam Jussa,.
     -Zawsze, dawno tam nie byliśmy, a co cię tak naszło na imprezy- odpowiedział chłopak.
     -Jedziemy tam w sprawach czysto biznesowych- powiedziałam.- Dzisiaj będzie tam Argent, a z nim zapewne i ojczulek naszego nowego kolegi. Jedzie tylko nasza trójka, po drodze wjedziemy jeszcze po broń do Hobbsów. Dobra, koniec tego gadania bierzemy się do roboty.
     Po dobrych trzech godzinach mieliśmy zrobioną prawie połowę, ale i tak sporo jeszcze nam zostało do zrobienia. Po tych trzech godzinach poszliśmy do domu, żeby się ogarnąć. Zdecydowałam, że za półtorej godziny spotykamy się na dole, i jedziemy, ponieważ trzeba wjechać do wujka, a klub jest prawie na drugim końcu miasta.
     W pokoju wzięłam prysznic, wyprostowałam moje blond włosy, które sięgały mi prawie do połowy pleców. Nałożyłam podkład i puder, zrobiłam sobie grube kreski i mocno wy tuszowałam rzęsy, a usta pomalowałam błyszczykiem. Następnie poszłam do garderoby, żeby wybrać jakiś strój na wieczór. Najpierw ubrałam jednak komplet czarnej koronkowej bielizny, a potem strój, na który się zdecydowałam, czyli spódniczkę do połowy ud w poziome czarno-białe paski, do tego luźną koszulkę na naramkach z guzikami z przodu, na nadgarstek założyłam złoty zegarek, a na szyję czarno-złotą kolię. Na nogi wsunęłam czarne sandałki na słupku, a na ramiona czarną kurteczkę. Ściągnęłam z półki niebieską kopertówkę na łańcuszku do której włożyłam puder, maskarę i błyszczyk, trochę kasy, odznakę i telefon. Była na tyle duża, że spokojnie zmieszczę tam jakiś mały, ale porządny pistolet. Przejrzałam się jeszcze w dużym lustrze, i stwierdziłam, że czegoś mi brakuje. Cofnęła, się jeszcze po kolczyki w kształcie jaskółek i poszłam w stronę schodów, żeby zejść na dół.
*Oczami Justina*
     Kiedy wróciliśmy z warsztatu poszedłem pod prysznic, bo cały byłem w smarze. Po dość długim prysznicu, bo smar nie chciał zejść, i musiałem długo go szorować wyszedłem z łazienki i poszedłem do garderoby. Założyłem białe bokserki od Celvina Klaina, czarne spodnie z dziurami na kolanach, ale luźne w kroku, szary męski tank top i ciemnozieloną kurtkę. Na nogi założyłem białe vansy za kostkę, i poszedłem z powrotem do łazienki, żeby postawić sobie włosy go góry. Wychodząc z pokoju zabrałem jeszcze portfel, telefon i złoty zegarek, który po drodze założyłem na rękę. Za dole czekał już gotowy Alan.
     -Jak jedziemy- spytał.
     -Wydaje mi się, że ja z Less pojedziemy moim Bugatti,a ty swoim Kawassaki.
     -Mi tam pas...- nie dokończył, tylko gapił się w jakiś punkt za moimi plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem anioła, serio, nie przesadzam. Less wyglądała zajebiście, sexownie, ale nie wulgarnie jak te wszystkie dziwki w klubach i na wyścigach.
     -To co jedziemy- spytała i poszła do garażu, a ja za Alanem, jak wierne pieski nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa poszliśmy za nią.

1 komentarz:

  1. Cudo !!! Nie moge sie doczekać dalszej akcji !!!!! Czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń