środa, 7 stycznia 2015

# Rozdział 3



*Perspektywa Justina*
          Miałem wszystkiego kurwa dość. Wszyscy mnie dzisiaj nie miłosiernie mocno wkurwiali. Przy śniadaniu Toretto darł się na mnie za wczorajszą bójkę w klubie. Ok, może troszkę przesadziłem i mnie nerwy poniosły, ale skąd ja do chuja pana mogłem wiedzieć, że ten pieprzony Azjata do którego laski podbijałem należy do rywalizującej z nami grupy. Może jestem to już ponad rok, ale nie znam wszystkich. Dodatkowo Jasmin, dziwka z którą sypiałem z dwa miesiące temu nie chce się o de mnie odpierdolić. Uważa, że jesteśmy dla siebie stworzeni, a to co nas niby połączyło to wielka miłość. Do jasnej cholery to był tylko sex, cholernie dobry, ale nadal tylko sex. Ta laska jest jebnięta.
           -Bieber za godzinę jedziemy na tor szykuj się- do mojego pokoju wbił Alan. Spieszę z wyjaśnieniami kto to. Alan O’Conner najbliższa mi osoba. Prawdziwy przyjaciel jakiego nigdy nie miałem. Spotkaliśmy się tego samego dnia co przybyłem do LA. Przez przypadek trafiłem na wyścigi. Zderzyliśmy się i wylałem mu piwo. Przeprosiłem, postawiłem mu nowe przegadaliśmy całą imprezę i tak jakoś zostało.
           -Spoko, będę na czas- powiedziałem dalej przeglądając jakieś stronki na laptopie.
           -A właśnie. Gisele mówiła, że w mieście pojawił się nowy kierowca. Przyjechał dopiero dzisiaj i jest dziewięćdziesiąt procent szans, że dzisiaj wystartuje. Nie wie kto to jest. Chodzą pogłoski, że tam gdzie się pojawia zawsze wygrywa. Mało kto ma jakikolwiek namiar na tą osobę. A ci którzy coś wiedzą milczą jak zaklęci. Podobno ma niezłą obstawę. - powiedział siadając na moim łóżku.
           -Za intrygowałeś mnie. Wiesz coś więcej?- spytałem
           -Mówią na niego Black. Jeździ czarnym mustangiem z 67. Zawsze towarzyszy mu laska, która jeździ na dwukołowcach. I to całkiem nieźle jeździ. Tej przeglądał dzisiaj zapiski z kamer miejskich. Dzisiaj wjeżdżało do miasta tylko jedno takie auto. Co prawda na przyczepie, ale widać było, że może jeździć. Jak chciał sprawdzić do kogo należało auto okazało się, że numery na tablicy znajdują się w bazach wojskowych a ostatnio cholernie dobrze to zabezpieczyli i tylko osoba która to zakładała może zdjąć. Szyby niestety były przyciemnionei nie wiemy kto znajdował się w środku.
           -Pełna profeska- stwierdziłem
           -Jak widać. Dobra brachu ja spadam do siebie- powiedział i opuścił mój pokój. Sam postanowilem zacząć się szykować. Pierwsze co zrobiłem to poszedłem pod prysznic, gorąca woda działała na mnie relaksująco. Wyszedłem z pod prysznica i owinięty ręcznikiem w biodrach poszedłem do swojej garderoby. Wyciągnąłem pierwsze lepsze bokserki, które od razu na siebie założyłem. Wziąłem szare dresy i czarną koszulkę. Z półki ściągnąłem czarne krótkie adidasy, które od razu wsunąłem na nogi. Wychodząc z pomieszczenia zdjąłem jeszcze z wieszaka jeansową katanę, którą zarzuciłem na ramiona. Z biurka wziąłem telefon i zszedłem do garażu, gdzie powoli wszyscy się zbierali. Z szafki stojącej przy drzwiach wyjąłem kluczyki do mojego Bugatti Veyron Super Sport. Po raptem dziesięciu minutach wszyscy byli już w swoich wozach, nie wliczając Alana, który dosiadał swoje Kawassaki ZZR-1400.
W końcu ruszyliśmy. Tej i Roman oczywiście zajeżdżali sobie drogę, a Brian ciągle próbował wyprzedzić Dom’a. Z uśmiechem na ustach patrzyłem na to. Dobrze mieć rodzinę, może nie jesteśmy jakoś biologicznie związani, ale wiem, że trwożymy lepszą więź niż nie jedna “przykładowa” amerykańska rodzinka.
            Jak dojechaliśmy na miejsce wszędzie było mnóstwo ludzi. Laski w cholernie obcisłych strojach przechadzały się między autami szukając sobie najlepszego kąska na dzisiejszą noc. Reszta albo z za interesowaniem przyglądała się samochodom albo po prostu dobrze się bawiła. Jak jechaliśmy to oczywiście wszyscy schodzili nam z drogi. Podjechaliśmy pod "scenę" wielka przyczepa od tira tak przerobiona, że odsłaniała jeden z boków. Tam swoje stałe miejsce miał Dom. Stamtąd obserwował wyścigi, tam się zapisywano i składano kasę dla zwycięzcy. Kiedy przyjechaliśmy od razu wszyscy tam poszliśmy. Usiedliśmy na kanapach, które kiedyś tu przywieźliśmy i po prostu gadaliśmy. Młody , Tej i ja gadaliśmy o koszykówce, a reszta obczajała tłumy żeby kontrolować czy nie dzieje się nic złego. W pewnym momencie pod scenę zajechała czarna jak smoła Honda CBR1000RR Fireblade z której zsiadła sexowna dziewczyna ale trochę nie w moim typie. Bardziej w typie Austina. Przy nodze miała broń z czym się za bardzo nie kryła co bardzo mnie zdziwiło.
- Jak chcesz iść dalej niestety ale musisz oddać mi broń- zagrodził jej drogę Han.
- No to masz pecha bo ja nie mam takiego zamiaru- popchnęła go i podeszła do Dom'a którego zasłoniłem z Romanem.
-Przepuśćcie Ją- usłyszeliśmy z za pleców glos Toretto. Siedział wygodnie na kanapie i obserwował poczynania dziewczyny. - Musisz mieć jaja, żeby z bronią zbliżać się do nas.
- Powiedzmy, że jestem lepsza.- powiedziała jadowicie.
- Z czym do nas przychodzisz.
- Z tym- powiedziała i rzuciła na stół kasę, sporo kasy.- Piętnaście tysięcy w gotówce za start w wyścigu samochodów.
- No wiesz z tego co zauważyłem to jeździsz na motorze a nie autem.- podniósł jedną brew.
-Występuję jako... Powiedzmy przedstawiciel pewnej osoby. Poznasz ją dopiero po wyścigu. Na tą śmieszną listę startujących wpiszcie BLACK- powiedziała a ja widziałem jak twarz Toretto blednie. Okazało się, że to nie wszystko.- Druga sprawa to dziesięć tysięcy za mój udział w wyścigach dwukołowców.- Powiedziała i chciała się wycofać ale chyba jej się o czymś przypomniało, bo szybko się cofnęła.- Zapomniała bym. Poproszono mnie abym ci to przekazała.- Powiedziała i odeszła. Wskoczyła na swoją maszynę i zanim założyła kask krzyknęła- Jestem Ariana.- Odpaliła tego potwora i tyle ją było widać.
*Perspektywa Dominica*
Ta mała musiała mieć naprawdę niezłe jaja. Jeszcze nikt kto chce startować nie przyszedł ty z bronią. Taka nie pisana zasada. Z ciekawością spojrzałem na kopertę leżącą na stole. Chwyciłem ją i wyciągnęłam kartkę.
A więc poznałeś już moją córeczkę. Wdała się w tatusia co? Może to być dla ciebie szok, ale z całą pewnością przeżyjesz większy.
Pozdrawiam i do rychłego zobaczenia Luke Hobbs.
No nie wierzę. Ta czwana bestia dorobiła się dziecka. Teraz już wiem z kąt u niej ta pewność siebie.
- Jak dobrze, że jej nie tknęliśmy. Nie dożyli byśmy jutra.- powiedziałem
- Dlaczego niby- spytał się Brian, który siedział na kanapie obok obejmując moją siostrę. Bez słowa podałem mu kartkę. Szybko przeleciał po niej wzrokiem i wybuchł śmiechem.
- Nasza śmierć była by długa i bolesna. Ta mała to córka Hobbsa.- powiedział i wszyscy zagłębili się w sympatyczna rozmowę. Jednak nasze śmiechy przerwał głos Mii.
- No nie wiem czy powinno być wam do śmiechu.- Powiedziała.
- Dlaczego niby?- spytał się jej Brian.
            - Dla tego- powiedziała i wyciągnęła z koperty krzyżyk. Jak tylko go zobaczyliśmy umilkliśmy. Każdy wiedział czyj on jest... był. Ja ostatni raz widziałem go ponad osiemnaście lat temu kiedy zaginęły dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Letty i nasza nienarodzona córeczka.

4 komentarze: