niedziela, 11 stycznia 2015

# Rozdział 4

To było nie możliwe. One zaginęły wiele lat temu. Szukałem ich i nic. Jak to możliwe!?!?!?!?
       -Dominic to na pewno da się jakoś wytłumaczyć. Wiesz co się ostatnio działo jak pojawił się Hobbs.- powiedziała Mia.
       - Mnie tylko ciekawi co jeszcze ma nas tak zaszokować.- powiedział Brian oglądając list.
       -Em... Chyba mamy towarzystwo- powiedział Han patrząc na start, gdzie powoli na start zaczęły zjeżdżać się samochody. W tym Czarny mustang. Muszę przyznać był zajebisty. Czarny z przyciemnianymi szybami.
       - No to zjawił się Black.- mruknął Bieber i zeskoczył z naszej sceny. Wsiadł do swojego samochodu i pojechał na start. Starając się odgonić od siebie wszystkie myśli podeszłam do stołu na którym leżał mikrofon.
       - Witam wszystkich- krzyknąłem a tłum głośno za wiwatował.- Dzisiaj gramy o wysoką stawkę zwycięzca zgarnie sześćdziesiąt tysięcy, ale oczywiście jeszcze prowizja dla mnie- zaśmiałem się a wszyscy ze mną.- Dzisiaj ściga się siedem osób. Nasze nowym zawodnikiem jest Black. A teraz zaczynajmy.- Krzyknąłem i popatrzyłem na tłum. Poszedłem na dach sceny z kąd obserwowałem tłum. Najlepsze miejsce dla oglądania wyścigu. Na tor wyszła Kelsy najbardziej szanowana dziewczyna na torze. Oczywiście oprócz Mii.
      Wzniosła flagę. Usłyszałem jak krzyczy 3...2...1... Start, upuściła flagę i ruszyli. Bieber od razu wysunął się na prowadzenie. Zaraz za nim gówniarz, z który się wczoraj potłukł. Jako trzeci ten cały Black. Reszta pozostawała daleko w tyle. Pierwszy zakręt i młokos który myślał, że jest kimś bo należy do "gangu" Palmera wpadł z toru. Śmieszny jest. Teraz cała walka toczyła się między Bieberem a nowym. Wydaje mi się, że w jego jeździe widzę coś znajomego. Tak jak bym oglądał film z moją jazdą. Ale w tej jeździe jest jeszcze jakaś kobieca delikatność. Moja kochana Letty tak jeździła.
    Mustang doganiał Bugatti Biebera. Najdłuższa prosta. Szybka zmiana biegów i mustang wyprzedza. Ostatni zakręt. Bieber traci na chwilę panowanie nad kierownicą, co zauważam chyba tylko ja. Inni myślą, że to drift. Black natomiast pięknie wszedł w zakręt. Chwila moment i pierwszy metę przekracza Black. Wszyscy nagle milkną. Nikt się tego nie spodziewał jednak po chwili wszyscy otaczają samochód. Black jednak nie ma zamiaru wysiadać. Warczy ostrzegawczo silnikiem. Wszyscy schodzą mu z drogi. Podjeżdża pod scenę jednak nie wychodzi. Chyba czeka na córkę Hobbsa. Pokazuje, że motory mają podjechać na start. Szybki początek ładna i uczciwa jazda. I tak jak się spodziewałem nowi są naprawdę zajebiści. Ariana oczywiście wygrywa. Podjeżdża pod scenę. Razem z nią młody. Schodzę i patrzę kto wyjdzie z auta. Ariana zsiada ze swojej maszyny i staje w pobliżu Mustanga. Drzwi otwierają się a ze środka wychodzi... Dziewczyna. Nie no to są chyba jakieś żarty. Dość wysoka dziewczyna o blond włosach. Na jej udzie też widziałem broń.
       Weszły na podest i stanęły przede mną. Podałem im ich wygrane. Przeliczyły kasę i połowę zostawiły na stole prze de mną, resztę schowali do kurtek.
       - Kim wy jesteście.- Spytałem
       - Ariana Hobbs, ale to już chyba wiecie.
       - A ja jestem kimś kto potrzebuje twojej pomocy- odezwała się tajemnicza nieznajoma patrząc na mnie swoimi brązowymi oczami.
       - Dlaczego miałbym ci pomóc? - spytałem.
       - Do tego- powiedziała i podała mi zdjęcie. Na fotografii widniała ta dziewczyna i jakaś kobieta. Kiedy się przyjrzałem rozpoznałem w niej Letty. Odwróciłem i zobaczyłem napis "Na zawsze razem. Kocham cię córeczko"
       -Ale... Jak
       - Długa historia- powiedziała.
       - Może nam ktoś wyjaśnić co tu się do jasnej cholery dzieje.- jak widać Mia nie wytrzymuje, i zaczyna się denerwować.
       - Wydaje mi się, że nie jest to odpowiednie miejsce do tego typu opowieści- powiedziała moja córka. Jak to cholernie dziwnie brzmi "Moja córka".
       - Też mi się tak wydaje. Niech Kelsey przypilnuje razem ze swoimi gorylami interesu a my jedziemy do nas.- Zdecydowałem i zszedłem ze sceny udając się do mojego wozu a za mną reszta.
      Po dwudziestu minutach wszyscy parkowaliśmy na parkingu naszego domu. O ile domem można nazwać to miejsce. Wielka willa otoczona porządnym murem odgradzała nas od ciekawskich spojrzeń przechodniów. Kiedy cztery lata temu spalili nasz poprzedni dom kupiliśmy z Brianem ten i tak sobie wszyscy mieszkamy. Wysiadłem podszedłem do drzwi otworzyłem je przepuszczając młode, potem wszedłem ja a za mną reszta. Usiedliśmy na kanapach ja obok mojej córki na dwuosobowej kanapie. Na fotelu obok niej jej przyjaciółka a reszta gdzie było miejsce.
       - Opowiesz nam wszystko.- spytała się spokojne moja siostra. Chyba trochę się uspokoiła.
       - Nie wiem od czego zacząć.
       - Najlepiej chyba od początku- powiedział Alan. Widziałem jak z Bieberem śmieją się.
       - Zamilcz lepiej- powiedziała Ariana.
       - Bo co mi zrobisz- cwaniak jakich mało, w kogo on do jasnej cholery się wdał.
       - Chcesz się przekonać.
       - Ari proszę daruj sobie. Ojcec nie daruje ci kolejnego poszkodowanego, zabierze ci wszystkie kluczyki do samochodów i Hondy.- powiedziała młoda
       - Tak bardzo nienawidzę kiedy masz rację - mruknęła zakopując się w fotelu.
       - Chyba masz rację najlepiej będzie zacząć od początku.- Mruknęła blondynka- Nazywam się Lesley-Ann Toretto...
       - Ale to zupełnie jak....- przerwał jej Tej, ale nie dokończył, bo młoda znowu zaczęła mówić.
       - Tak zupełnie jak Dominik i.... Letty- mruknęła cicho. Widziałem jak Mia zasłania usta dłonią i wtula się w zaszokowanego Briana. Reszta natomiast patrzyła się na nią zaszokowana. - Ja rozumiem, to dla was szok i ww mi nie wierzyć ale taka jest prawda. Pewnie macie do mamy żal o to, że zostawiła was osiemnaście lat temu ale ona tego nie chciała. Wracała z zakupów, kiedy wciągnięto ją do samochodu. Podali jej bardzo silne leki nasenne przez co o mało nie poroniła. W ostatniej chwili podrzucono ją do szpitala w Miami. Przez dwa tygodnie była w śpiączce. Pamiętacie, że wtedy jeszcze wielu rzeczy nie pamiętała. Leki uszkodziły jej mózg, pamiętała tylko swoje dane nic więcej. Dwa miesiące była w szpitalu. Będąc tam miała badania na oddziale ginekologicznym. Spotkała tam małżeństwo. Elena i Luke Hoobs przyszli, żeby dowiedzieć się kiedy na świat może przyjść ich córeczka. Rozpoznali ją, jednak szybko zorientowali się co jej grane. Postanowili zaprzyjaźnić się z nią. Pomogli jej, Elena urodziła córkę Arianę.  Trzy miesiące później na świat przyszłam ja. I wtedy nastąpiło wielkie bum. Lekarze twierdzą, że to przez ból jaki wywołał poród. Mama wszystko sobie przypomniała. Poprosiła wujka, żeby dowiedział się co się z tobą dzieje. Okazało się, że ostro imprezujesz i zachowujesz się tak jak byś zapomniał. Mama postanowiła się nie mieszać z powrotem w twoje życie. Kupiła dom obok Hobbsów, otworzyła warsztat samochodowy i tak spokojnie sobie żyłyśmy.
       - Zdajesz sobie sprawę jak banalnie to brzmi?- niestety ale musiałem zgodzić się z Mią.
       - Wiem ale taka jest prawda. Jestem jaka jestem, nie ukrywam, że aniołkiem to ja nie jestem. Jednak jeśli chodzi o rodzinę nigdy bym nie skłamała- nie wiem czemu ale wierzę jej.
       - A Letty... Czy ona wie, że tu jesteś?- spytałem.
       - Nie. Właściwie po to tu przyjechałam. Trzy tygodnie temu zniknęła. Po szkole przyszłam do warsztatu, żeby pomóc jej w warsztacie. Kiedy zaszłam wszystko było otwarte, narzędzia rzucone nigdy tak nie robiła. Obeszłam cały zakład a jej nigdzie nie było. Telefon, portfel i dokumenty były w szafce. Zadzwoniłam do wujka przyjechał, zamknęliśmy warsztat i pojechali do nich. Wieczorem dostałam sms-a "Za błędy trzeba płacić". Próbowaliśmy jej szukać ale to nic nie skutkowało. Dwa tygodnie temu ciocia zaproponowała żeby znaleźć ciebie. Ja się opierałam, mama zawsze mówiła, że o nas zapomniałeś, że jak chciała wrócić i wszystko wyjaśnić to ty zabawiałeś się z innymi panienkami. Ale kiedy dostałam kolejną wiadomość, gdzie na zdjęciu była skatowana mama postanowiłam ulec namowom cioci. W tydzień spakowałam się, wystawiłam dom oraz warsztat na sprzedaż i przyjechałam tutaj. W tym czasie wujek z ciocią załatwili sobie przeniesienie tutaj, znaleźli dom, spakowali się i przylecieli tutaj zabierając ze sobą wszystko to co zostawiłyśmy. Tak więc o to jesteśmy- dokończyła a ja nie mogłem uwierzyć. Gdyby nie moje szczeniackie zachowanie już dawno bym je odzyskał. Wstałem nie patrząc na innych i wyszedłem na taras. Wspaniały księżyc górował nad miastem. Oparłem się o barierkę patrząc na miasto po de mną. Wyciągnęłam z kieszeni łańcuszek, który dzisiaj dostałem. W pewnym momencie poczułem drobną dłoń na plecach.
       - Nie obwiniaj się- usłyszałem głos  mojej córki.
       - Jak mam się nie obwiniać. Gdyby nie moja głupota patrzył bym jak dorastasz, miał bym ciebie i twoją matkę przy sobie.
       - Ona też nie była bez winy mogła zawalczyć. Miejmy nadzieję, że ja znajdziemy. Wtedy wszystko sobie wyjaśnicie, a ja będę w końcu miała oboje rodziców. Może nawet doczekam się rodzeństwa- zaśmiała się i popchnęła mnie biodrem. Zaśmiałem się razem z nią. Objąłem ją ręką i przyciągnąłem ją do siebie. Wtuliła się we mnie a ja pocałowałem ją w czubek głowy.
       -Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze- westchnąłem.- Gdzie ty teraz mieszkasz?- spytałem
       - Miałem nadzieję, ze znajdzie się tutaj dla mnie jakieś miejsce, a jak nie to mam jeszcze pokój u Hobbsów. - uśmiechnęła się.
      - Nie ma mowy, żebyś mieszkała gdzie indziej. Chcę żebyś była blisko mnie.
       -Późno już. Zróbmy może tak, że pojadę teraz do nich, a jutro z samego rana przyjadę z wszystkimi rzeczami.
       - Nie ma sprawy. Tak bardzo się cieszę - mocno ją przytuliłem.
       - Jak zareaguje na to reszta?- tego chyba się najbardziej obawiała.
       - Są zaskoczeni, ale już cię pokochali. Jesteś w końcu Toretto.
       - Macie tutaj warsztat?- spytała
       - No pewnie.
       - A znajdzie się tam miejsce dla jednego auta, które potrzebuje trochę pracy.
       - Dla ciebie zawsze. W garażu też się znajdzie miejsce dla twoich aut. Chodźmy może do środka. Ariana wdała się w Luka i boję się o zdrowie siostrzeńca i mojego kierowcy.
       - Alana nie ruszy to według niej "dobra dupa" ale Bieber może mieć kłopoty jeśli ma tak niewyparzony język jak opowiadał wuja.
       -Oj tak- zaśmiałem się i w dobrych humorach weszliśmy do domu.


~*~*~
Coś takiego mi wyszło. Rozdziały nie są długie, ale nie chcę na siłę przedłużać rozdziałów. 

5 komentarzy= #Rozdział 5

12 komentarzy:

  1. Booooooże zakochałam się w tym opowiadaniu.. *.* do nastrpnego..<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo proszę wszystkich czytelników COLLISION (collision-fanfiction.blogspot.com) o głosowanie na Blog Miesiaca, to tylko moment dla Was! http://spisfanfiction.blogspot.com (należy zjechać na sam dół strony).
    PS czy mogłabyś polecić to pod nowym rozdziałem? Odwdzięczę się jak tylko będziesz chciała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och .... Nie mogę się już doczekać :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja cię normalnie kocham kiedy nn

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham tego bloga!!!!!
    Kiedy next???

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowity! Jeszcze nie spotkałam się z taką fabułą :) będę śledzić tego bloga :* do następnego xx

    OdpowiedzUsuń