*Oczami Pattie*
Od jakiś dwóch tygodni mieszkam z dzieciakami w Los Angeles. Pierwsze dni były dla mnie trochę krępujące. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać. Zamieszkałam w obcym dla mnie miejscu. Dostałam swój pokój, który był jeszcze raz taki, jak moja poprzednia sypialnia. Największym plusem było to, że dzieciaki były bezpieczne. Każde miało swój pokój, wiedziałam, że niczego im nie zabraknie. Maluchy bardzo się cieszyły z faktu, że są blisko brata, a wprost wielbili go kiedy pokazał im ich nowe pokoje. Jaxon dostał raj dla małego rajdowca, a Jazzy cudny pokój dla małej księżniczki starszego brata.
Jak tylko przyjechałam Lesley i reszta kobiet z domu chciały zabrać mnie na zakupy, ale jakoś udało mi się odwlekać ten temat, jednak nie udało mi się zbyt długo odwlekać tego wypadu na zakupy, więc dzisiaj czeka mnie babski dzień. Tak więc ubrana zeszłam na dół, do kuchni. W pomieszczeniu był tylko Roman, kiedy go poznałam zrobił na mnie dziwne wrażenie… taki trochę cwaniaczek, wiecznie żartujący. Szczerze to działa mi na nerwy. Starając się go ignorować zabrałam się za przygotowanie śniadania dla domowników. Wcale nie tak łatwo nakarmić tą bandę, od kiedy tu mieszkam zaczęłam zastanawiać się, czy ich żołądki mają dno, czy to po prostu czarne dziury.
-Pomóc ci- usłyszałam za sobą głos Romana, i z niedowierzaniem spojrzałam na niego.
-Ty wiesz, do czego służą te sprzęty- spytałam z kpiną.
-Tak, wiem aż takim idiotą nie jestem.
-Czyli przyznajesz, że jednak nim jesteś?
-Oj, daj spokój, pomogę ci- powiedział i zabrał się za przygotowywanie kanapek, a ja w tym czasie zabrałam się za robienie naleśników. Trochę mnie to zdziwiło, jednak nie sprzeciwiałam się, zawsze dodatkowa para rąk do pomocy się przyda. Jak kończyliśmy przygotowywać śniadanie do kuchni zaczęli schodzić się domownicy.Poszłam obudzić moje słoneczka, i zaprowadziłam je do kuchni. Od razu pobiegli do Justina i Alana, którzy musieli wziąć je na kolana. Chyba znalazłam niańki na dziś dla maluchów. Podczas śniadania dogadałyśmy się co do naszego wypadu na zakupy. Zaczynałam się coraz bardziej przekonywać co do tego pomysłu. Jakąś godzinkę później siedziałyśmy już w samochodach i gdzie jechałyśmy w stronę największej alei handlowej w Los Angeles. Po zaparkowaniu samochodów zaczęło się istne szaleństwo. Dziewczyny skupiały się na tym, aby wybrać coś na wesele Letty i Dominica, ale również na tym, aby uzupełnić moją garderobę. O dzieciaki nie musiałam się martwić, bo Justin i Letty zadbali o ich garderoby w dwa dni po przyjeździe tutaj. Dziewczyny już dawno kupiły to co chciały,a nawet więcej. Już dwa razy byłyśmy odnosić nasze torby z zakupami, a nadal nie miałyśmy wszystkiego. Weszłyśmy do nie wiem już którego markowego sklepu.
-Masz sporo ubrań, ale nadal nie masz żadnej sukienki na mój ślub- powiedziała do mnie Letty.
-No to wiemy na czym musimy się skupić- powiedziała Ariana i ruszyła między wieszaki. Ja zostałam od razu wysłana do przymierzalni, a one donosiły mi coraz to nowsze kiecki.
W tym czasie zaczęłam myśleć o tym wszystkim co wydarzyło się w ostatnim czasie. Nagle ze skrajnej nędzy w Stanford przeniosłam się do życia w nie ukrywajmy luksusie w Los Angeles. Z początku nie mogłam się do tego przyzwyczaić, przytłaczało mnie to. Jednak ludzie których tutaj spotkałam sprawili, że w końcu poczułam się gdzieś jak w domu. Letty i Dom, to przecudowni ludzie, którzy bardzo ciepło mnie przyjęli. Zresztą tak samo jak reszta mieszkańców tego domu. Bardzo szybko złapałam kontakt z płcią piękną, i szybko się zaprzyjaźniłyśmy mimo różnic wiekowych. Z panami było tak samo, no może poza Romanem. Jakoś nie mogłam się przekonać do niego. Był typowym cwaniaczkiem, trochę takim jakim był mój były mąż, co mnie trochę przerażało.
Kiedy tak myślałam dziewczyny przyniosły mi kilka… naście sukienek. Oczywiście w każdej musiałam się im pokazać jednak żadne nie podobała się ani mnie, ani dziewczyną. W przymierzalni zostały mi dwie ostatnie. Jako pierwszą założyłam czarną bardzo obcisłą sukienkę do kolan, z niebieską aplikacją przy dekolcie. Była naprawdę ładna, ale nie byłam zbyt przekonana z tego względu, że mocno mnie opinała. Wyszłam w niej pokazać się, i czekałam na opinie.
-Sexowna mamuśka- powiedziała Ariana.
-Bardzo- potwierdziła Kelsey.
-Nie uważacie, że jest nie wiem… zbyt obcisła- spytałam.
-Ani trochę, jest idealna- powiedziała Letty.
-Mam pomysł- powiedziała Lesley i weszła między wieszaki wracając po chwili z dodatkami. Kazała mi założyć buty i biżuterię, a do ręki dała mi torebkę.
-Jest po pro stu zajebiście- stwierdziła Elena.
-Mamo…- zaśmiała się na jej dobór słów Ariana.
-No co, stwierdzam fakt- zaśmiała się jej matka.
-Wyglądasz zajebiście, i z całą pewnością weźmiesz ten zestaw kupisz, jednak na mój ślub musimy znaleźć ci coś weselszego, czerń jest za smutna, a my przecież mamy się bawić- stwierdziła Letty i pokierowała mnie z powrotem do przymierzalni i kazała przymierzyć ostatnią sukienkę jaka mi została. Była biała z niebieską aplikacją u góry, która tworzyła ramiączka i dekolt, sukienka była w kolorowe kwiaty, i była równie obcisła, ale nie stanowiło to już dla mnie żadnego problemu.
-Wydaje mi się, że ta się nada na wesela- powiedziałam i wyszłam z przymierzalni.
-O…
-...ja…
-...pierdole!!!- wypowiedziały się Kelsey, Ariana i Lesley.
-Oj nie będziesz długo singielką- stwierdziła Mia i podeszła do mnie z dodatkami. Założyłam to szybko i przejrzałam się w lustrze.
-Nie wierzę, że to mówię, ale wygadam całkiem sexownie- stwierdziłam z uśmiechem.
-Całkiem?!- zaśmiała się z niedowierzaniem Ariana- sorki, ale jesteś chodzącą sexbomba- stwierdziła i wepchnęła mnie do przymierzalni, abym mogła z powrotem przebrać się w swoje ciuchy, a następnie udałyśmy się do kasy, aby zapłacić za wszystkie wybrane w tym sklepie ubrania i dodatki.
*Jakiś czas później wesele Letty i Dom’a*
Już od dłuższego czasu mieszkam w tym domu, i przyzwyczaiłam się do tego, wdrążyłam się w panujące tutaj zasady, chociaż częściej raczej w ich brak. Wdrożyłam się w pracę i w końcu udało mi się uporządkować papiery związane z warsztatem. Udało mi się nawet namówić Dminica, aby przenieść firmę z garażu za domem do większych budynków w centrum miasta, w związku z czym od kilku tygodni na mojej głowie jest też remont miejsca, które znalazłam. Pierwszy budynek a okazał się być strzałem w dziesiątkę.
Ale dość o tym dzisiaj jest ważny dzień w naszym domu, Letty i Dom ponownie złożą sobie przysięgę małżeńską. Zostało raptem dwadzieścia minut do ceremonii, więc udałam się do ogrodu, a potem na plażę gdzie miała się odbyć sama ceremonia. Jazzy została zaangażowana do sypania kwiatków, a Jaxon miał nieść obrączki, oboje byli zachwyceni, że mają tak ważne zadania.
Usiadłam na swoim miejscu, które niestety przypadło obok Romana, to nie tak, że go nie lubię, ale częściej wkurwia mnie swoim dziecinnym zachowaniem jak idzie się z nim normalnie dogadać. Ceremonia była bardzo wzruszająca, byłam dumna z moich dzieci, że sobie poradziły. Jak każdej kobiecie oczywiście poleciały mi łzy, ale co tam makijaż, skoro ta dwójka właśnie odnawia swoją przysięgę małżeńską. Po ceremonii udaliśmy się na skromne przyjęcie, Roman zachował się jak prawdziwy dżentelmen i podał mi swoje ramię, aby łatwiej było mi przejść na taras w tych szpilkach po piasku. Dodatkowo usiadł koło mnie na przyjęciu. Postanowiłam się jednak nie kłócić z nim, i sobie w dzisiejszym dniu darować wszelkie marudzenia. Wznieśliśmy toast za Dom’a i Letty, a potem to już poszło z górki. Koło dziewiątej Justin i Lesley położyli maluchy spać w jednym z pokoi, który był wyciszony i gwarantował, że maluchy nie zostaną obudzone. Po rozmowie z Letty postanowiłam odpuścić dzisiaj bawienie się w odpowiedzialną mamuśkę, i trochę wyluzować, oczywiście nie do końca, no bo przecież nadal jestem matką, jednak czasem każdemu należy się chwila luzu. Dlatego nie protestowałam kiedy Roman co jakiś czas przynosił mi z drink baru nie za mocne drinki, zgodziłam się nawet zatańczyć z nim kilka kawałków, i muszę przyznać jest świetnym tancerzem. Wesele jakie użądziła im Lesley było wspaniałe, nie wiem nawet kiedy, ale wylądowałam w korytarzu prowadzącym do mojego pokoju całując się z Romanem. Stwierdzam z ręką na sercu, że przekonał mnie dzisiaj do siebie.
-Roman…- mruknęłam między pocałunkami.
-Hmmm…- zamruczał całując moją szyję.
-Nie możemy- powiedziałam odsuwając się od niego.
-Czemu?- był wyraźnie zdezorientowany.
-Proszę, nie zachowujmy się jak para napalonych nastolatków, jesteśmy mimo wszystko dorosłymi ludźmi- powiedziałam patrząc mu w oczy mając nadzieję, że zrozumie.
-Masz rację, nie można się cały czas zachowywać jak napalony nastolatek- powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Dziękuję, że rozumiesz- powiedziałam głaszcząc go po policzku, na co on delikatnie się uśmiechnął i pocałował wnętrze mojej dłoni.
-Rozumiem- uśmiechną się, co odwzajemniłam. Pocałowałam go delikatnie i poszłam do swojej sypialni, zostawiając uśmiechniętego Romana za sobą.
*Następnego dnia*
Obudził mnie przyjemny zapach kawy, o którą mój organizm aż błagał. Zdecydowanie zapomniałam jak to jest się bawić, czego skutki przyszło mi odczuwać. Przekręciłam się w stronę szafki nocnej, aby wziąć swój telefon by sprawdzić godzinę, jednak zamiast niego zauważyłam kubek z parująca kawą i śliczną herbacianą różę. Obok leżała karteczka. Chwyciłam kubek z kawą, a następnie upiłam łyk tego błogiego napoju. Następnie chwyciłam do ręki bilecik, aby przeczytać co jest na nim napisane.
Mam nadzieję, że uczynisz mi tę przyjemność, i dasz się zaprosić w sobotę na kolację o 19.00 w MAGNUM ~ R.
Liścik od Romana wywołał na mojej twarzy uśmiech. Nie sądziłam, że aż tak na poważnie weźmie wczorajszą sytuację, jednak ciesze się. Pewnie nie wyjdzie z tego nic trwałego, ale postanowiłam pójść za radą Letty i zacząć żyć, a nie przejmować się przeszłością.
*Sobota*
Ubrana w zestaw który kupiłam sobie kiedy kupowałam sukienkę na wesele. Dzieciaki zostawiłam pod opieką Justina, który oczywiście musiał wiedzieć gdzie wychodzę. W skrócie powiedziałam mu, że po prostu kogoś poznałam, a on postanowił na razie dać spokój. Zamówiłam taksówkę, i równo o dziewiętnastej weszłam do restauracji. Widać było, że restauracja trzyma poziom. Przy drzwiach kelner spytał mnie o rezerwację, a ja podałam nazwisko Romana. Kelner zaprowadził mnie do stolika, przy którym siedział mój towarzysz. Roman wstał i przywitał się ze mną całusem w policzek.
-Pięknie wyglądasz- skomplementował mnie i odsunął mi krzesło przy stoliku.
-Ty też niczego sobie- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
W przyjemnej atmosferze upłynął nam cały wieczór. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Nigdy bym nie sądziła, że może on być aż tak miłym towarzyszem rozmów. Zrozumiałam, że ten pajac jakiego z siebie robi to tylko maska, aby rozładować często atmosferę, i wywołać uśmiech na twarzy każdego człowieka jakiego spotka. Po kolacji udaliśmy się na spacer po pobliskim parku. Oczywiście nie obyło się bez wielu pocałunków czy też przytulania się. Stwierdziliśmy, że na razie będziemy się spotykać, jednak nie powiemy o tym nikomu. Nie wiemy czy coś z tego faktycznie wyjdzie, a nie chciała bym przyzwyczajając do niego maluchów, w sensie mojego partnera, na razie wystarczy im dobry Wujek Roman, może kiedyś.
Od tego czasu nasze relacje nabrały wyrazu. Coraz częściej chodziliśmy na randki, bardzo często skradaliśmy sobie pocałunki, ale wszystko tak, żeby nikt nie zauważył. Dopiero jakieś dwa miesiące później wylądowaliśmy w łóżku. To było coś niesamowitego. Zdecydowanie brakowało mi po prostu… sexu. Miesiąc później przyznaliśmy się reszcie domowników, że jesteśmy razem. Wszyscy na początku zareagowali lekkim szokiem, no bo jak to, Roman Pierce, wielki podrywacz… ustatkowany, nie do pomyślenia. Ale w końcu kiedy minął pierwszy szok cieszyli się razem z nami i życzyli nam szczęścia. Dzieciaki też były szczęśliwe, szybko zaakceptowały Romana jako mojego partnera i zaczęły go chyba traktować jak ojca, przynajmniej takie odniosłam wrażenie, które w późniejszym czasie się potwierdziło.
Ponad rok temu przeprowadziliśmy się do domu obok Letty i Dom’a. Wszystko układało się bardzo dobrze. Jasne kłóciliśmy się, ale kto się nie kłóci, to podobno oznaka dobrego związku.
Dzisiaj mój ukochany zaprosił mnie na randkę. Często wychodziliśmy na kolacje, spacery lub inne wypady. Często towarzyszyły nam dzieciaki, równie często wychodziliśmy sami. Tak jak dzisiaj. Nie wiedziałam gdzie mnie Rom zabiera. Często jak jedna z nas wychodziła na kolację ze swoim lubym to spotykałyśmy się razem i były wielkie przygotowania. Taki nasz babski czas. W związku z czym teraz siedziałam w wannie, a dziewczyny opracowywały mój makijaż, fryzurę i struj. Słyszałam ich śmiechy dochodzące z mojej garderoby, kiedy wybierały mi odpowiedni strój. Wyszłam z łazienki w mokrych włosach i szlafroku. Dziewczyny już czekały na mnie w sypialni. Posadziły mnie na krześle przed toaletką i się zaczęło. Najpierw fryzura, potem make-up w miedzy czasie paznokcie kilka słabych drinków. Byłam wyszykowana na jakąś godzinę przed wyjściem. Mój strój ciągle był dla mnie jedną wielka niewiadomą. Nie mogłam go zobaczyć, i ubrać na siebie, żeby nie pobrudzić niczego. Siedziałyśmy na łóżku i rozmawiałyśmy o tym co będziemy robić w następny weekend, kiedy trzeba by umówić się na wizytę do fryzjera i kosmetyczki. Jakoś piętnaście minut przed dwudziestą, na którą umówiłam się z Romanem dziewczyny zawiązały mi oczy i przyniosły z garderoby strój dla mnie. Pomogły mi się ubrać. Kiedy skończyły podprowadziły mnie pod lustro.
-Gotowa- spytała się Letty. W odpowiedzi kiwnęłam głową i poczułam jak opaska, którą mam zawiązane oczy opada z mojej twarzy. Powoli uniosłam powieki i oniemiałam. Miałam na sobie białą spódnicę w kwiaty do połowy łydki, do tego krótki czarny top który kończył się w miejscu gdzie zaczynała się spódnica, co fajnie ze sobą współgrało. Na szyi miałam delikatny łańcuszek, a na nogach jasne sandałki na szpilce. Dziewczyny zrobiły mi delikatny makijaż, który bardzo mi odpowiadał, natomiast moje włosy układały się w delikatne fale dookoła mojej głowy. Dziewczyny podały mi jeszcze niewielka torebkę w którą wsadziły mi chyba wszystkie niezbędne rzeczy. Podały mi jeszcze okulary i w tym momencie do sypialni wszedł Roman.
-Pięknie wyglądasz skarbie- powiedział i podszedł do mnie całując w policzek. Spojrzałam na niego, wyglądał bardzo elegancko. Miał na sobie czarny garnitur i grafitową koszulę, oczywiście bez krawata rozpiętą z góry.
-Tu masz to o co nas prosiłeś- odezwała się Elena podając mu walizkę.
-My już będziemy się zbierać. Udanego wyjazdu gołąbeczki- dodała Kelsey i wyszły. Ja spojrzałam na Romana, ale on wyprzedził mnie i szybko cmoknął w usta uniemożliwiając mi tym samym zadanie jakiegokolwiek pytania. Roman wyprowadził mnie z domu gdzie na podjeździe czekało na nas jego Ferrari F12 Berlinetta. Szybko wrzucił on bagaż do środka, a następnie pomógł mi usiąść na miejscu pasażera. Szybko okrążył samochód i zasiadając za kierownicą samochodu wyjechał na ulicę i kierował się w nieznanym mi kierunku. Po ponad półgodzinnej jeździe i wielu próbach z mojej strony mających na celu dowiedzenie się gdzie zmierzamy w końcu zajechaliśmy pod najlepszy hotel w tym mieście położony przy samej plaży. Parkingowy zabrał nasz samochód na parking, a my weszliśmy do środka. Roman poprosił mężczyznę z recepcji, aby bagaż z samochodu dostarczono do apartamentu, a mnie poprowadził do restauracji. W spokoju zjedliśmy kolację, która była niezwykle pyszna, a atmosfera romantyczna. Po skończonej kolacji zaprowadził mnie do wynajętego pokoju. Winda pojechaliśmy na ostatnie piętro i weszliśmy do największego, jak mi się wydaje apartamentu w hotelu. W pomieszczeniu paliło się mnóstwo świeć, a podłoga wręcz tonęła w płatkach róż. między tym wszystkim była ścieżka, która prowadziła na balkon, z widokiem na całe LA. Na balkonie były poustawiane wazony z mnóstwem krwisto czerwonych róż. Odwróciłam się w stronę Romana, i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Prze de mną klęczał Roman z pudełeczkiem w ręce.
-Pattie, jesteśmy razem już od dłuższego czasu, zależy mi cholernie mocno na tobie i dzieciakach. Czuję, że w końcu zacząłem żyć, a nie przeżywać. Kocham Cię. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?- spytał, a mnie zatkało. Niepewnie skinęłam głową.
-Tak, tak, wyjdę za ciebie głupku. Kocham Cię- powiedziałam i przyciągając go do siebie pocałowałam w usta. Między pocałunkami Roman odsunął mnie od siebie i wsunął mi na palec pierścionek zaręczynowy. Uśmiechnęłam się na ten gest, i ponownie go pocałowałam. O tym co działo się dalej chyba nie muszę opowiadać.
I wtedy ruszył kolejny rollercoaster weselny w stylu Toretto. Dziewczyny wzięły na siebie wszystkie przygotowania. Znalazły mały kościółek na obrzeżach miasta, idealną salę weselną. Kwiaty, dekoracje, zaproszenia. Niczym nie musiałam się zajmować, jedyne co to akceptować ich pomysły. Aby tradycji stało się zadość kolejną suknię ślubną zakupiłyśmy u Klainfelda. Kiedy wszystko było dopięte na ostatni guzik nadszedł ten dzień. W sypialni czekała suknia ślubna, kosmetyczka i fryzjer umówieni. Im bliżej do ślubu tym bardziej się denerwowałam. Wiedziałam jednak, że dziewczyny trzymają rękę na pulsie. W końcu nadszedł ten moment. Zajechałam pod kościół bialutkim Bugatti. Do ołtarza prowadził mnie Justin. Jazzy sypała kwiatki, a Jaxon niósł obrączki. Naszymi świadkami był Justin i Lesley. Lepiej być nie mogło. Następnie przyjęcie, miesiąc miodowy, i sielankowe życie, wiadomo, że z niespodziankami bo bez nich było by nudno, ale w tym wszystkim potrafiliśmy odnaleźć siebie.
W życiu należy pamiętać o jednym. Po każdej burzy pojawia się słońce. Trzeba tylko o tym pamiętać.
*~*~*
Tak wiem, trochę mi z tym zeszło, ale proszę nie miejcie mi tego za złe. Cale wakacje pracowałam, a jak nie pracowałam to byłam an wakacjach z rodzicami, naprawdę tak jak bym chciała tak nie dała bym rady dodać tego w wakacje. Codziennie wymęczona po pracy siadałam i chciałam pisać, ale nie dawałam rady. Po napisaniu dwóch zdań padałam na twarz. Ale w końcu mi się udało. Oddaję w wasze ręce ponad pięć stron kolejnej części opowiadania.
W końcu się doczekałam heheh :)Rozdział jest super, ale nie mogę się doczekać wątku Justina i Lesley:) Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na nn
OdpowiedzUsuńHej! Chciałabym zaprosić Cię serdecznie do siebie na moje opowiadanie o Justinie. Już jest 1 rozdział!
OdpowiedzUsuńOPIS: Cassie zmuszona jest przeprowadzić się wraz z rodzicami oraz rodzeństwem do Los Angeles, a wtedy wszystko się zmieni...
Opowiadanie znajdziesz na:
> BLOGU: http://jb-be-yourself.blogspot.com
> WATTPADZIE: https://www.wattpad.com/story/87513216-jb-be-yourself
Zapraszam! :)