niedziela, 3 stycznia 2016

# Rozdział 17

-Panie, to jest nasz weekend- odezwałam się, kiedy wychodziłyśmy z lotniska w New Yorku- Żadnych facetów, wyścigów, pytań “co na obiad” albo “gdzie jest moja koszula”. Tylko my, najlepszy hotel w mieście i pełen relaks- powiedziałam, kiedy podeszłyśmy do wynajętych dla nas na ten weekend samochodów. Dwa bialutkie Jeepy Grand Cherokee czekały na nas na parkingu.
-Mam tylko nadzieję, że jak wrócimy do domu to będzie on nadal stał- powiedziała ciocia Mia.
-Oj daj spokój ciociu- powiedziałam.
-Młoda ma rację, po wydarzeniach z ostatnich tygodni należy nam się chwila oddechu, a przy nich to niestety nie możliwe- poparła mnie mama- Tak więc pakujmy swoje bagaże, i nasze seksowne cztery litery do tych cacuszek, za które płacą nasi faceci i powydawajmy ich kasę.
Na słowa mamy wszystkie zareagowałyśmy z wielkim entuzjazmem, więc szybko zapakowałyśmy się do aut i ruszyłyśmy do hotelu Plaza, najlepszy i najdroższy, czyli akurat na karty naszych mężczyzn. Mam tylko nadzieję, że mają duże debety. Oczywiście korki w “Wielkim Jabłku” sprawiły, że dopiero po godzinie byłyśmy pod hotelem. Samochody i bagaże powierzyłyśmy boy’om hotelowym, a same udałyśmy się do recepcji.
-Rezerwacja na nazwisko Toretto- powiedziałam, a młoda, cycata, wypchana silikonem tleniona blondyna popatrzyła na mnie z pogardą. Myślałam, że hotel z taką renomą będzie miał lepszy personel. Dziewczyna od niechcenia spojrzała na monitor, i nawet nie szukając odpowiedziała mi.
-Nie ma takiej rezerwacji- odpowiedziała znudzonym tonem. Zauważyłam, że moje towarzyszki są lekko zdezorientowane tym wszystkim.
-Proszę jeszcze raz sprawdzić- siliłam się na uprzejmy ton. Jeszcze raz “sprawdziła” i znowu powiedziała, że nie ma takiej rezerwacji.- Proszę więc, abyś przyprowadziła tutaj swojego przełożonego. I nie mam tu na myśli szefa zmiany, lecz managera hotelu, jasne?- spytałam, a ona odwróciła się tylko na pięcie i poszła jak podejrzewam po swojego szefa. Po kilku minutach wróciła z mężczyzna ok. trzydziestki.
-Alan Brand, w czym mogę panią pomóc- przywitał się podając mi dłoń.
-Lesley-Ann Toretto- odpowiedziałam mu mocnym uściskiem dłoni- Miałyśmy rezerwację na nazwisko Toretto, najlepszy apartament w hotelu, na ten weekend. Jednak pana pracownica upiera się, że nie ma takiej rezerwacji, śmiem twierdzić, że robi to celowo- powiedziałam chłodnym tonem.
-Już sprawdzam-powiedział, i podszedł do komputera- Nie wiem dlaczego moja pracownica wprowadziła panie w błąd. Apartament już czeka- powiedział i po zameldowaniu nas wydał nam klucze.
-Może być pani pewna, że złożymy na panią oficjalną skargę- powiedziałam, kiedy miałyśmy się już oddalić w stronę wind. Wymieniając mniej lub bardziej istotne spostrzeżenia na temat naszego pobytu w “wiecznie żywym” mieście.
Nasz apartament był… Imponujący, panowie się wykosztowali. Na stoliku w salonie stał schłodzony szampan z siedmioma kieliszkami oraz liścikiem zaadresowanym do nas. Ariana podeszła do stolika, chwyciła liścik i przeczytała go nam:
-”Drogie Panie, skoro wasi panowie nie szczędzą sobie na was funduszy, postanowiłem nie być gorszy. Na początek najlepszy szampan, jaki tylko mieli, tak na początek, żeby umilić wam przyjazd i tęsknotę za nami (bo tęsknicie prawda) a następnie macie rezerwację na moje nazwisko w najlepszym salonie piękności w tym mieście. Fryzury, masaże, maseczki, paznokcie, co tylko chcecie. Za wszystko ja płacę. Wasz ukochany Roman”- przeczytała.
-Nie no, skoro tak się postarał, to nie możemy pozwolić, żeby to się zmarnowało- powiedziała Kelsey i otworzyła szampana nalewając każdej z nas napoju do kieliszka. Stuknęłyśmy się nimi i wypiłyśmy za zdrowie nasze i chłopaków. Zwiedziłyśmy apartament i rozlokowałyśmy się w pokojach. Odświeżyłyśmy się, i przebrałyśmy. Każda z nas wyglądała… genialnie. Jest koniec listopada* więc w New Yorku było naprawdę chłodno. Ubrane ciepło wyszłyśmy żywo rozmawiając i gestykulując z pokoju. Windą zjechałyśmy do recepcji, a następnie wyszłyśmy przed hotel, gdzie czekały na nas nasze samochody. Udałyśmy się do salonu, w którym wizytę załatwił nam Roman. Zdecydowałyśmy się jednak tylko, a może aż na fryzjera, pazurki i make-up. Włosy farbowałyśmy, obcinałyśmy albo po prostu regenerowałyśmy. Mama przycięła trochę zniszczone włosy i zrobiła ich kompletną regenerację, Ari postawiła na białą farbę na włosach, a ja na farbowanie odrostów i przycięcie włosów, ale nie za bardzo. Reszta też zaszalała, Kelsey zrobiła sobie różowe końcówki, ciocia Mia stwierdziła, ze przez ciągłe użeranie się z tyloma facetami, którzy zachowują się jak kobiety w ciąży zaczęła siwieć, więc postawiła na farbę i fajne cięcie. Za to Gisele i ciocia Elena stwierdziły, że chcą tylko lekko skrócić włosy i jakoś fajnie je wycieniować. Potem zrobiłyśmy sobie paznokcie, a na sam koniec został nam makijaż. Kiedy już wyszłyśmy z salonu całkowicie odmienione można by powiedzieć udałyśmy się z powrotem do hotelu. W lobby czekał na nas manager, który bardzo przepraszał nas za arogancję swojej podwładnej. W ramach przeprosin zostałyśmy zaproszone na kolację w hotelowej restauracji na koszt hotelu. Nie powiem, że nie, takie coś to mi się podoba. Była już godzina osiemnasta więc szybko poszłyśmy do windy, a następnie do apartamentu, żeby się przygotować. Po dwóch godzinach wszystkie wyglądałyśmy olśniewająco. Ustawiłyśmy się Ariana, mama, ciocia Elena, Mia, Gisele, Kelsey i ja. Chwyciłam telefon zrobiłam nam zdjęcie i wstawiłam na instagrama wiedząc, że za najdalej dziesięć minut nasi panowie będą o tym wiedzieli. Kilka minut po dwudziestej weszłyśmy do restauracji. Od razu podszedł do nas manager restauracji i zaprowadził nas do chyba najlepszego stolika na całej sali. Na balkonie znajdował się sporej wielkości stół dzisiaj nakryty dla siedmiu osób, miałyśmy stąd niezły widok na całe pomieszczenia. zaraz potem podeszło do nas trzech kelnerów i podało nam menu.
W restauracji było naprawdę świetnie, siedziałyśmy tam dobre dwie godziny zajadając się pysznymi potrawami i popijając doskonałe wino, a najlepsze jest to, że nie musiałyśmy za to wszystko płacić. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak tez było i tym razem, przyszedł do nas kelner i oznajmił, że zamykają restaurację, więc zebrałyśmy się i wyszłyśmy do lobby, kiedy wpadłam na pewien pomysł.
-Chodźmy do jakiegoś klubu- powiedziałam.
-Młoda sensownie gada, zabawmy się, w końcu to miasto nigdy nie śpi- poparła mnie Kelsey.
-Nie wiem czy to dobry pomysł- powątpiewała ciocia Mia.
-To jest absolutnie świetny pomysł, kilka drinków i trochę zabawy na parkiecie w rytm dobrej muzyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło.- powiedziałam.
-Zgadzam się z Mią, w naszym wieku jest to...niestosowne- powiedziała ciocia Elena.
-W waszym przepraszam czym…-zakpiłam- no proszę was, macie ciała, o jakich niektóre dziewczyny mogą tylko marzyć, pomimo tego, że urodziłyście dzieci. Poza tym, nie po to stroiłyśmy się tyle czasu, dla jakiś dwóch godzin w restauracji. Wierzcie wyglądacie dużo młodziej niż wam się wydaje, dlatego ogarnijcie się, i idziemy się zabawić w końcu to “wieczór panieński”- powiedziałam.
-Wierzcie, to nie wstyd się z wami pokazywać. Zresztą, bo to raz były imprezy po wyścigach, w których uczestniczyłyście?- Ariana podchwyciła temat.
-No niby tak, ale…- zaczęła mama, ale Gisele nie pozwoliła jej dokończyć.
-Wiecie co, dziewczyny mają rację, jesteśmy same, bez naszych wiecznych strażników, i mamy się dobrze bawić. Więc idźmy do góry, ogarnijmy się trochę, zamówmy limuzynę, i zaszalejmy, więcej taka okazja może się nie trafić- powiedziała, i poszła do windy ucinając w ten sposób wszystkie zbędne rozmowy. Po godzinie dostałyśmy wiadomość z recepcji, że czeka już na nas limuzyna, za którą musiałyśmy zapłacić ekstra, ze względu na to, że wcześniej jej nie zamawiałyśmy. Zeszłyśmy, i wtedy się zaczęło.
Ja pierdole, ale łeb mi napierdala to była moja pierwsza myśl po przebudzeniu. Gdzie ja do chuja jestem przeszło mi przez myśl, podniosłam się ostrożnie na rękach i zrozumiałam, że znajduję się w moim pokoju hotelowym, a obok mnie na łóżku śpi Ariana, a łóżko obok zajmowała Kelsey, wszystkie byłyśmy tylko w bieliźnie. Ostrożnie podniosłam się z łóżka i wyszłam z pokoju omijając po drodze tor przeszkód w postaci naszych wczorajszych ciuchów. Na kanapie w salonie spała Gisele, a w drugiej sypialni Mama, ciocia Mia i Elena. Ok, wszyscy są i nikt nie zginął. Spojrzałam na budzik, i się lekko… przeraziłam. Dochodziła godzina dziesiąta, a na czternastą byłyśmy umówione w salonie sukni ślubnych. Ogarnęłam swój mózg po wczorajszej libacji i zamówiłam nam do pokoju śniadanie. Siedem kaw, i lekkie śniadanie powinny pomóc nam postawić się na nogi. W mojej walizce znalazłam aspirynę, którą uszykowałam dla siedmiu skacowanych panienek, i rozpuściłam w wodzie saszetki z elektrolitami, sprawdzone, i nie raz ratowały mnie z opresji po imprezach. Zaopatrzona w to poszłam budzić resztę. Najpierw była Gisele, bo była najbliżej. Obudziłam jej i podałam jej zestaw pierwszej pomocy po imprezowej. Następnie mama, i ciocie, a na końcu moja przyjaciółka i Kelsey. Kiedy wszystkie jako-tako byłyśmy ogarnięte przyjechała obsługa hotelowa. Młody kelner za naszym pozwoleniem wszedł do pokoju, i lekko się zdziwił, no w sumie to mu się nie dziwię. Siedem, seksownych bez względu na wiek kobiet w samej bieliźnie, bo nie tylko nasz trójka spała w bieliźnie, mama i cioteczki również, a że jeszcze nie do końca doszłyśmy do siebie nie ubierałyśmy się, tylko paradowałyśmy półnagie po pokoju. Lekko zmieszany chłopak ustawił nasze śniadanie na dużym stole w jadalni, a następnie lekko spłoszony opuścił pokój. Lekko zaśmiałyśmy się na jego reakcję i usiadłyśmy przy stole, żeby coś zjeść. Jak wszystkie zjadłyśmy zabrałyśmy się za ogarnięcie się. W pokoju były tylko dwie łazienki, więc trzeba było sobie jakoś radzić. Każda z nas wzięła szybki prysznic, i wyszła z łazienki.Ja poszłam jako ostatnia, ale i tak się wyrobiłam, i nieskromnie muszę przyznać, że wyglądałam całkiem nieźle. W pokoju było wystarczająco dużo luster, więc każda miała gdzie się pomalować. O dziwo zdążyłyśmy wyrobić się w czasie, tak więc parę minut po pierwszej wyszłyśmy z hotelu, i wsiadłyśmy do naszych aut i pojechałyśmy do salonu. O dziwo byłyśmy na czas, mimo nie będę ukrywać ogromnych korków.  Zaparkowałyśmy i weszłyśmy do budynku. W recepcji potwierdziłam, że przyszłyśmy na umówioną godzinę i usiadłyśmy na kanapach, a chwilę później podeszła do nas jakaś kobieta i zaprowadziła nas na kanapy w salonie, gdzie miałyśmy poczekać na konsultantkę, a następnie oceniać suknie mamy. Po niecałych pięciu minutach, podeszłą do nas konsultantka, a wraz z nią… Randy.
-Cześć- przywitała się- Kathy- przedstawiła się nam podając rękę każdej z nas.
-Witam drogie panie, Randy- w ślad za kobietą poszedł mężczyzna.
-A więc która z was to panna młoda- spytała się kobieta. Wszystkie w tamtym momencie wskazałyśmy na mamę.
-Sporo was tu- zaśmiał się Randy. W sumie się nie dziwię, większość ekip wokoło kończyła się na czterech osobach, a tu taki surprise, aż sześć osób. - W czym wyobrażacie sobie Letty.
-To będzie skromna uroczystość odnowienia przysięgi małżeńskiej, na plaży wśród znajomych i rodziny. - powiedziałam jako główna organizatorka tego przedsięwzięcia.
-Czyli coś lekkiego i zwiewnego?- spytała konsultantka.
-Zdecydowanie- powiedziałyśmy zgodnie.
-Ale musi być seksowne- powiedziała Kayla.
-Kay, nie przesadzajmy- powiedziała mama.
-Ale ona dobrze gada. No proszę cię, ty serio chyba się dawno w lustrze nie widziałaś. Może i masz czterdzieści lat, i urodziłaś dziecko, ale za nic nie odbiera ci to seksapilu. Masz genialne ciało, nie jedna nastolatka o takim marzy.- powiedziałam.
-Skoro wiem mniej więcej czego szukamy, to może przyniosę kilka modeli, i zobaczymy co będzie najlepsze- powiedziała Kathy. Zabrała mamę i poszła do przymierzalni.
*Oczami Letty*
-Opowiedz mi coś o swoim mężu- poprosiła mnie konsultantka, kiedy znalazłyśmy się już w pomieszczeniu.
-Cóż Dominic jest dość specyficznym typem człowieka, nie chciała byś go spotkać w ciemnej uliczce, ale w rzeczywistości jest to bardzo ciepły i rodzinny człowiek. Znamy się praktycznie od zawsze. Niestety przez bardzo dług czas byliśmy w, można by powiedzieć separacji. Dopiero niedawno wszystko zaczęło wracać do normy.- powiedziałam z uśmiechem na samą myśl o Dom’ie.
-A jakieś specjalne wymagania co do sukni ślubnej masz- spytała mnie kobieta.
-Nie, chyba nie, ufam dziewczyną i tym co mówią, zresztą, chyba poczuję, że to ta nawet jeśli to jest mój drugi ślub.- powiedziałam, a ona wyszła z pomieszczenia jak zgaduję szukać sukni.
*Nobody*
Drobna kobieta po trzydziestce wyszła z przymierzalni od razu szukając wzrokiem swojego kolegi po fachu. Kiedy już go znalazła podeszła do niego i nawet nie musiała nic mówić, ten od razu zorientował się o co chodzi.
-Czego szukamy?- spytał na wstępie.
-Sama  nie wiem. To jej drugi ślub, coś trochę jak odnowa przysięgi małżeńskiej. Nie wie czego chce, dlatego poddaje się decyzją rodziny.- powiedziała kobieta.
-Może jej pierwsza suknia nie była idealna, więc teraz sama nie wie czego szuka- podsuną myśl mężczyzna.
-W takim razie znajdźmy jej suknię idealną- powiedziała konsultantka i razem z kolega udali się na poszukiwania idealnej sukni ślubnej dla ich zagubionej panny młodej.
*Oczami Lesley*
Czekałyśmy aż mama wyjdzie z przymierzalni dyskutując na temat całego ślubu. Odbędzie się on na plaży za domem, wszystko jest już gotowe, dekoracje, ksiądz, katering, namiot, który stanie za domem, gdzie odbędzie się skromne przyjęcie. Liczba osób, która będzie w tym wszystkim uczestniczyć ma nie przekroczyć trzydziestu osób. Jak tylko wrócimy musimy jechać zamówić tort i kwiaty. No i oczywiście trzeba wszystkiego dopilnować. To po prostu musi wyjść idealnie. Nasze rozmowy przegrało nam pojawienia się mamy, która podeszła do nas w sukni i stanęła na podeście.
-Co sądzisz- najpierw spytała się mamy co sądzisz.
-Jest… ładna- powiedziała mama, ale jakoś tak bez przekonania.- Jest… sama nie wiem jak to określić.
-Po prostu nie jesteś przyzwyczajona- powiedziałam. - Ty… nie nosisz sukienek. A tą suknię którą miałaś ostatnio kupiłaś, bo było potrzeba, i tak wypadało- powiedziałam do niej i podeszłam stając obok niej patrząc na nas w odbiciu lustra- jesteś piękną kobietą. Jestem dumna mając tak seksowną mamuśkę, uwierz w siebie, i zapomnij o tym co było, a znajdziemy odpowiednią suknię- powiedziałam, i wróciłam na swoje miejsce. Mama w tym czasie otarła z twarzy łzy, które jej poleciały.
-Jak ktoś się o tym dowie, to jesteście martwe- zagroziła nam ze śmiechem- to jak co sądzicie.
-Nie pasuje do ciebie- powiedziała Ariana.- jest za… grzeczna.
-Mała ma racje, potrzebujesz czegoś bardziej z jajem- dodała Kathy.
-Ok, w takim razie idziemy szukać dalej- powiedziała konsultantka i poszły szukać dalej. Dwie godziny i sześć sukni później nadal byłyśmy, że tak powiem w czarnej dupie, a czas się nam powoli kończył. Mama stała przed nami w dość ładnej sukni, ale to nie było to.
-Nie masz w niej cycków- powiedziałam prosto z mostu, kiedy mama się do nas odwróciła.
-Racja, coś z nią nie tak, zresztą wydaje mi się, że ten krój ci nie pasuje- poparła mnie Mia.
-Przykro mi, że nie mogę pomóc, ale nie mam już pomysłów, co mogło by pasować- powiedziała konsultantka.
-A mogę ja czegoś poszukać- spytałam.
-Tak, pewnie, idź z Randym, a ja z twoją mamą pójdziemy do przymierzalni- powiedziała.
Tak jak powiedziała udałam się z Randym na poszukiwania sukni idealnej. Odpuściłam sobie wszystkie rady, i po prostu poszłam tam, gdzie mi serce podpowiadało.
-Zdajesz sobie sprawę, że suknie w tym dziale przewyższają swoją ceną limit ustalony przez twoją matkę- spytał się mnie mężczyzna.
-Zdaję sobie z tego sprawę, jednak wiem, dlaczego moja mama go ustaliła, twierdzi, że na więcej nie zasługuje. Ja jednak wiem, ze zasługuje na znacznie więcej, dlatego przed wyjazdem ojciec wręczył mi dodatkową karę z środkami na wykorzystanie podczas przygotowań do ślubu. Tak więc, można by rzec, że mamy budżet nieograniczony- powiedziałam, i podeszłam do wieszaków przeglądając suknie ślubne. Na samym końcu, prawie, że ukryta za pozostałymi sukniami, była ta, idealne, po prostu najlepsza. Spojrzałam na cenę, i była jeszcze raz taka jak budżet mamy, no cóż. Mówi się trudno i żyje się dalej. Podałam suknię mężczyźnie, a sama udałam się na kanapę. Po dziesięciu minutach pojawiła się mama. Miała uśmiech na twarzy i łzy szczęścia błyszczały w jej oczach.
-I co sądzicie- spytała się nas patrząc w lustro i gładząc delikatnie materiał sukni.
-Tak! Zdecydowanie! Idealna!- mówiłyśmy jedna przez drugą.
-Ale najważniejsze co ty sądzisz- spytałam.
-Jest, idealna. Każdy najmniejszy szczegół i detal. Wszystko jest dopracowane. Nie mogła bym sobie wyobrazić lepszej sukni ślubnej- powiedziała mama.
-A więc: Czy to twoja wymarzona suknia?- spytali razem Randy i Kathy.
-Zdecydowanie tak- powiedziała mama z uśmiechem. Zrobiłyśmy grupowego misiaczka i poszłyśmy zapalić za suknię. Pół godziny później wyszłyśmy z salonu z wszystkimi papierkami, i informacją, że za dwa miesiące mamy przyjechać po suknię. Nie jest tak źle, do ślubu zostały nam trzy. Jest koniec grudnia, więc na początku marca odbędzie się cała uroczystość. Kiedy wyszłyśmy z budynku wsiadłyśmy do aut i pojechałyśmy na obiad do restauracji hotelowej. Do końca dnia nie wychodziłyśmy z hotelu. Po obiedzie siedziałyśmy w pokoju i oglądałyśmy zdjęcia z wczoraj, i gadałyśmy z naszymi mężczyznami.

Na drugi dzień byliśmy już w domu. Niby nie było nas tylko przez weekend, ale tak strasznie się za nimi stęskniłyśmy, nawet za Romanem. Od poniedziałku do szkoły, a w następny weekend jedziemy do rodziny Justina. Jestem ciekawa co z tego wyniknie.




*~*~*
* troszkę pogubiłam się z czasem w opowiadaniu, więc postanowiłam dać jakiś punkt zaczepienia jeśli chodzi o resztę opowiadania.

Oddaję wam w ręce najdłuższy (chyba) rozdział i zachęcam do komentowania.

2 komentarze:

  1. O bosze kocham cię naprawę wpaniały rozdział ;* nie moge się doczekać następnego ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział i na prawdę długi:D Nie mogę się doczekać kolejnego;)Życzę duuużo weny

    OdpowiedzUsuń