SURPRISE
O tamtych wydarzeń minął tydzień. Kiedy tylko zeszłam na dół zostałam zwyzywana, zasypana gradem pytań a na sam koniec po prostu mocno przytulona. Przez ten czas zakończyliśmy sprawę z Showem i jego bandom, jego “żonka” popełniła samobójstwo w więziennej celi, nie była przyzwyczajona do tego jak była traktowana w więzieniu o zaostrzonym rygorze, jego córeczka załamała się po śmierci mamusi, biedna…( czujecie sarkazm), on sam razem ze swoim braciszkiem odsiadują dożywocie w zakładzie o zaostrzonym rygorze.
A co u mnie słychać. W sumie to niewiele się zmieniło. Po tym wszystkim miło było wrócić do normalności. Chodzę do szkoły, w końcu to ostatnia klasa. Zmienił mi się dyrektor, bo poprzedni cóż, siedzi w pierdlu, i prędko stamtąd nie wyjdzie. Po tym wszystkim Alan i Ariana zaczęli ze sobą na “poważnie” od początku był to do przewidzenia, ciągle się do siebie kleili, po prostu teraz nie kryją się z tym po kontach. Co do ich związku to ojciec założył się z wujkiem Luk’iem o niego, i no cóż niestety ale przegrał. Ogólnie chodziło o to, kiedy się ujawnią, mój ojciec stwierdził, że Alan potrzebuje minimum dwóch tygodni, żeby się przyznać, bo czasem zachowuje się jak ciota, a wujek stwierdził, że zrobią to do końca weekendu, i no cóż… miał rację. Ojciec przegrał więc musiał oddać wujkowi jedno ze swoich aut, co z bólem serca, ale uczynił. A co do reszty, to tak… Roman, jak to Roman, ciągle przebiera w panienkach, podobno szukając tej jedynej, w tej kwestii nic się nie zmieniło. Okazało się, że Tej od jakiegoś czasu kręci z Kelsey, dziewczyną od “ochrony”, całkiem spoko laska, życzę im szczęścia. Wujek Brian i ciocia Mia, Han i Gisele oraz wujek Luke i ciocia Elena żyją sobie spokojnie i po staremu. Co do moich rodziców, to Uwaga, Uwaga… Mój ojczulek OŚWIADCZYŁ SIĘ ponownie mojej mamie, tak więc, szykuje się wesele, które z największą przyjemnością mamy okazję razem z Ari zorganizować. Jeśli natomiast chodzi o mnie i Justina, to nic się nie zmieniło. Nadal jesteśmy zakochani i nierozłączni, a ludzie przestali się dziwić, że Justin “pierdolący wszystko co ma pochwę i cycki” Bieber chodzi z Lesley-Ann “Ta nowa, ale już nie tak nowa”Toretto.
Ze względu na ślub, który ma się odbyć już za trzy miesiące postanowiłyśmy wybrać się w weekend na babski wypad do New Yorku do chyba najlepszego salonu sukien ślubnych w stanach, mianowicie do Kleinfeld'a. Mówiąc babski mam na myśli mamę, Arianę, Giesele, ciocię Mie i Elenę, Kelsey oraz oczywiście siebie. Wszystko jest już ustalone, ma to być “wieczór panieński”.
Dzisiaj mamy czwartek, jutro wylatujemy do NY. Całe szczęście lekcje są jutro odwołane, jakieś konserwacje, czy chuj wie co są robione w budzie. Korzystając z okazji, że możemy z Justinem pozwolić sobie na trochę luzu postanowiłam wyciągnąć go na plażę, i pogadać, dowiedzieć się czegoś o nim. Jesteśmy ze sobą, trochę się znamy, ale tak naprawdę nic nie wiem o jego przeszłości. Przebrałam się więc w coś wygodnego, wzięłam koc i wyciągnęłam mojego chłopaka na plażę. Przeszliśmy się trochę brzegiem. No w sumie to ne takie trochę, bo szliśmy tak śmiejąc się, goniąc, całując i przytulając z dobre pół godzinki, aż dotarliśmy pod skałki obok których rozłożyliśmy koc i usiedliśmy przytuleni do siebie. Znaczy się ja siedziałam między rozłożonymi nogami Jussa opierając się o jego klatę, a on obejmował mnie od tyłu mając swoje dłonie splecione razem z moimi. Siedzieliśmy tak w przyjemnej ciszy obserwując morze i niebo, na którym powoli zaczynały pojawiać się pierwsze oznaki zbliżającego się zachodu słońca, postanowiłam jednak to przerwać.
-Justin…- powiedziałam cicho i dość niepewnie.
-Słucham skarbie- powiedział i pocałował mnie w policzek i oparł swój podbródek o moje ramię.
-Opowiesz mi o swojej rodzinie?- spytałam niepewnie. Poczułam jak na moje słowa Justin się spina- Ja…Jeśli nie chcesz, nie mów nie będę cię do niczego zmuszała, po prostu… jestem ciekawa, nic o tym nie mówisz, i ja…- włączył mi się potok słów.
-Skarbie jesteś osobą, która MUSI znać moją przeszłość, po prostu do tej pory ciężko było mi samemu zacząć ten temat.- powiedział, i obrócił mnie tak, że siedziałam między jego nogami przodem do niego mając nogi po obu stronach jego bioder.- Nie ukrywam, że zawsze byłem aniołkiem, od dziecka miałem swoje za uszami, ale nigdy nie było to aż tak bardzo poważne. Jak byłem w liceum urodziło mi się młodsze rodzeństwo, najpierw siostra potem brat. Moi rodzice byli wtedy w separacji, i tak naprawdę jest to moje przyrodnie rodzeństwo. Kobieta z którą mój ojciec miał dzieci zrzekła się praw do nich, a moja matka wybaczyła ojcu i postanowiła razem z nim wychować maluchy. Ja byłem zachwycony, no bo hej, to było moje rodzeństwo, w dodatku młodsze, słodkie szkraby, które uwielbiałem rozpieszczać. Często się nimi opiekowałem. W tym samym czasie w Stratford zaczęły się organizować wyścigi. Kiedy miałem wolny wieczór jeździłem tam, z czasem zacząłem sam startować. Najpierw na cudzych wozach. Byłem niezły, często wygrywałem więc zarobiłem na swój własny samochód. Jednak pewnej nocy zdarzył się tam wypadek. Zostałem oskarżony o spowodowanie go, co było niemożliwe, bo wtedy byłem prawie na mecie, a wypadek stał się w połowie trasy. Oczywiście zostałem oskarżony, ale całe szczęście były tam kamery miejskie, o których zapomniano i ich nie wyłączyli. Zostałem więc oczyszczony z zarzutów. Mama stwierdziła, że się na mnie zawiodła, a ojciec miał mnie od tamtej pory w dupie. Jednak nadal miałem przypiętą łatkę kryminalisty. Ludzie się mnie bali, a moją rodzinę wytykali palcami. Moje rodzeństwo nie miało się z kim bawić w piaskownicy, bo zaraz rodzice zabierali od nich swoje dzieci. Wszystko to jakoś znosiliśmy, ale ojciec wkurzył się, kiedy chcieli zdegradować go na niższe stanowisko przez to co zrobiłem, więc wrócił wkurwiony do domu i po prostu wypieprzył mnie z domu. Moja mama i rodzeństwo płakali, i prosili go, żeby tego nie robił, ale on niewzruszony siedział na fotelu ze szklaneczka whiskey i patrzył jak wynoszę swoje walizki. Chyba z miesiąc jeździłem po stanach, aż trafiłem tutaj. Na jednym z wyścigów organizowanych przez twojego ojca oblałem piwem Alana, długo wtedy gadaliśmy, a jak dowiedział się, że nie mam gdzie mieszkać, a dodatkowo znam się na autach i się ścigał zaprowadził mnie do swojego wuja, i tak tu zostałem. Kiedy się już jako tako tutaj ogarnąłem poprosiłem Tej’a, żeby sprawdził co tam u moich rodziców. Okazało się, że ojciec niedługo po moim odejściu popełnił samobójstwo, a moja mama wychowuje moje rodzeństwo ledwo wiążąc koniec z końcem. Od tego czasu co miesiąc wysyłam jej trochę kasy, żeby miała z dzieciakami za co żyć. Nigdy jednak tam nie pojechałem, nie miałem odwagi. - Powiedział i głośno odetchnął. Nic nie powiedziałam tylko mocno go przytuliłam, i pocałowałam.
-Co ty na to, żeby ich odwiedzić.- powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Mówisz serio- spytał niedowierzająco.
-Serio, serio. Chętnie poznam twoją rodzinę. Może nie w ten weekend, ale w następny. Skoro mówisz, że mieliście tam po tym wszystkim takie problemy to pewnie nadal twoja mama i rodzeństwo je mają. Może uda nam się ich namówić na to, aby przyjechali tutaj razem z nami- powiedziałam z uśmiechem.
-Czym ja sobie na ciebie zasłużyłem- powiedział i mnie pocałował.
-Po prostu jesteś…- powiedziałam i pogłaskałam go po policzku. Siedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas rozmawiając, całując się lub po prostu milcząc. Po zachodzie słońca wróciliśmy jednak do domu. No bo hej, jutro New York wita. Nie ma co zaszalejemy.
Zaszalałam. Dwa rozdziały w jeden weekend, ale tak jakoś mnie wzięło. Następnego rozdziały spodziewajcie się dopiero między świętami a nowym rokiem. Mam nadzieję, że ta krótka notka z Justinem i Lesley w rolach głównych przypadła wam do gustu. Liczę na wasze opinie.
Całuski xoxox
Super rozdział. Uwielbiam cię :*
OdpowiedzUsuń❤(*¯︶¯*) cudo!
OdpowiedzUsuń