sobota, 19 grudnia 2015

# Rozdział 15

*Oczami Letty*
Obudziłam się przytulona do klatki Dominica czując jak delikatnie głaszcze mnie o plecach pod koszulką którą miałam na sobie. Uśmiechnęłam się leniwie i mocniej się  w niego wtulając, jak dobrze znów się w niego wtulić. W końcu jest tak jak powinno być.
-Hej- usłyszałam przy uchu głos mojego… męża.
-Cześć- powiedziałam podnosząc głowę z jego klatki piersiowej. Kiedy to zrobiłam uśmiechnęłam się do niego i poczułam jak jestem przewracana na plecy. Zaśmiałam się, ale mój śmiech został od razu stłumiony przez jego usta. Mmmm… jak miło.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak mi tego brakowało- usłyszałam jego głos przy uchu.
-Uwierz mi nie tylko tobie- odpowiedziałam chwytając jego twarz w dłonie. - Zostawmy przeszłość za sobą a żyjmy tym co tu i teraz- powiedziałam, a on jako znak zgody pocałował mnie mocno w usta. Oderwaliśmy się od siebie, a ja podniosłam się z łóżka. Przeciągnęłam się i uśmiechnęłam do rozwalonego na łóżku Dom’a. - Jak myślisz Mia pożyczy mi coś do ubrania?- spytałam się go.
-Nie będzie musiała- powiedział i wstał z łóżka. Pociągnął mnie za sobą do garderoby, gdzie w rogu pomieszczenia stało kilkanaście dużych pudeł z napisami “MAMA”.- Jak Lesley się tu wprowadzała przywiozła też z Miami twoje rzeczy, i nie wiedząc czemu od razu wpakowała je do mojego pokoju- powiedział śmiejąc się.- Jak chcesz, to prysznic jest do twojej dyspozycji, ciuchy wiesz gdzie masz, jak się ogarniesz to będziemy mogli je ułozyć, żeby nie leżały tak w tych kartonach- powiedział, pocałował mnie w czubek głowy i wyszedł. Podeszłam do kartonów i wyciągnęłam z nich swoje ulubione ciuchy. Wzięłam jeszcze czysta bieliznę i poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu ubrałam się i wyszłam z pomieszczenia. W sypialni na zaścielonym łóżku ubrany siedział Dominic.
-Jak to się stało, że tutaj zamieszkaliście?- spytałam.
-Cztery lata temu ktoś wysadził tamto miejsce. Nikt nie ucierpiał, bo wszyscy byliśmy na wyścigach. Po tym wszystkim uzgodniliśmy, że lepiej przenieść się gdzieś indziej, do większego domu, tak aby tak miał swój własny kąt. Tak właśnie wylądowaliśmy tutaj, nawet ja się przyzwyczaiłem, chociaż na początku było trudno- powiedział i pociągnął mnie za rękę tak, że usiadłam mu na kolanach.
-Kocham cię- powiedziałam i pocałowałam go.
-A ja ciebie- powiedział i tym razem to on mnie pocałował. Zeszliśmy na dół by zjeść śniadanie. Kiedy tylko znaleźliśmy się jednak na dole wędrowałam z rąk do rąk, każdy chciał mnie przytulić, i się przywitać. Był nawet Luke z Eleną i Arianą. Poznałam Alana, syna Dylana i Mii. Właściwie, to ja go znałam, po prostu, no cóż nie ukrywam, że wyrósł od kiedy ostatni raz go widziałam. Ostatnio sikał jeszcze w pieluszki i uczył się mówić, bo chodzić, to on umiał, zapieprzał, aż się za nim kurzyło. Ledwo za nim nadążaliśmy. Zjedliśmy wszyscy wspólnie śniadanie, pogadaliśmy chwilę, pośmialiśmy się i każdy ruszył do swoich obowiązków. Elena i Mia zajęły się sprzątaniem, Dylan, Luke, Tej i Roman rozsiedli się na kanapach i dyskutowali o sporcie, zresztą jak to faceci. Han i Gisele poszli prawdopodobnie ogarnąć wozy z wczoraj, zawsze to lubili. Alan z Arianą rozsiedli się przy basenie, właściwie Alan wskoczył do zbiornika ciągnąc za sobą moją chrześniaczkę, a następnie zaczęli się chlapać i śmiać. Gdyby ktoś nas teraz obserwował nie powiedział by nic o tym co się wczoraj działo. Zdecydowanie, musieliśmy wrócić do normalności, a to był najlepszy na to sposób.
-Chodź, pójdziemy rozpakować twoje rzeczy- powiedział Dom.
-Ale…- zaczęłam, chciałam iść do mojej córki.
-Zgaduję, że chcesz iść do Lesley- kiwnęłam głową potwierdzając jego przypuszczenia. - Nasz córka dostała bardzo silne leki, po których będzie jeszcze trochę spała. Spokojnie zdążymy cię rozpakować. Zresztą teraz siedzi tam pewnie Justin- powiedział.
-A kim jest Justin- spytałam, bo pierwszy raz słyszałam o tym chłopaku. Zgaduję, że to ten, który wczoraj się nią tak zajął.
-Justin to chłopak naszej księżniczki, choć zgaduję, że już niedługo jego status zmieni się na naszego zięcia- powiedział z uśmiechem.
-Słucham?!?!- spytałam trochę z niedowierzaniem.
-Na, przecież bym cie nie okłamał. Ale spokojnie, Justin to naprawdę porządny chłopak, trochę szalony, i niezrównoważony, ale nasza córka zdecydowanie ma na niego dobry wpływ. - trochę się uspokoiłam po jego słowach, dlatego zgodziłam się pójść rozpakować moje rzeczy.
Po dwóch godzinach skończyliśmy, a ja mogłam iść do mojej córeczki. Dominic zaprowadził mnie do jej pokoju. Zapukałam, a z za drzwi usłyszałam ochrypły głos mówiący “Proszę”.  Niepewnie przekroczyłam próg pokoju. Na łóżku gdzie leżała Lesley siedział młody wytatuowany chłopak i trzymał spokojnie oddychającą Lesley za rękę. Kiedy usłyszał, ruch od strony drzwi podniósł głowę, a kiedy mnie zobaczył szybko wstał.
-Dzień dobry- przywitał się, ewidentnie był speszony moja obecnością.
-Cześć. - powiedziałam- Chłopaku nie bój się, ja nie gryzę- zaśmiałam się.
-Przeprasza- powiedział. -Justin- przywitał się wyciągając do mnie dłoń.
-Letty- powiedziałam, i odtrąciłam jego dłoń mocno przytulając, w końcu jak by nie patrzeń to jednak rodzina. Niepewnie odwzajemnił uścisk.
-Zostawię was same, należy wam się, ucieszy się jak ciebie zobaczy pierwszą- powiedział do mnie, nachylił się nad łóżkiem i pocałował Lesley w czoło, a następnie wyszedł z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Usiadłam na brzegu łóżka i patrzyłam na dziewczynę. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w końcu Lesley zaczęła się budzić. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
-Cześć skarbie…
*Oczami Letty*
Obudziłam się czując na sobie czyiś wzrok i ogromny ból głowy. Minimalnie otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu starając się nie za bardzo poruszać swoją głową. Okazało się, że jestem w swoim pokoju.
-Cześć skarbie- usłyszałam tak dawno nie słyszany delikatny głos.
-Mama…-szepnęłam z niedowierzaniem i powoli podniosłam się do pozycji siedzącej. Na skraju mojego łózka siedziała moja rodzicielka.
-Skarbie…- powiedziała i mocno mnie przytuliła, a ja oddałam uścisk i popłakałam się ze szczęścia, że jest tu ze mną.
-Przepraszam- szepnęłam.
-Ale za co skarbie- powiedziała odsuwając się o de mnie i chwytając w ręce moją twarz ocierając swoimi kciukami moje łzy.
-Za wszystko, cokolwiek kiedykolwiek zrobiłam źle, przepraszam. Jak zostałaś porwana to zrozumiałam, że nie zawsze  byłam idealną córką- powiedziałam cicho- i za to, że poprosiłam tatę o pomoc, zawsze powtarzałaś, że on ułożył sobie życie bez nas, a ja mimo wszystko poprosiłam go o pomoc i…
-Hola, hola słonko nie rozpędzaj się tak i mnie posłuchaj dobrze- w odpowiedzi skinęłam głową- nie jestem na ciebie zła, nie mogła bym sobie wyobrazić lepszej córki niż ty, nie martw się tym, że nie jesteś idealna, bo nikt z nas nie jest taki, każdy popełnia błędy. I uwierz mi nie mam ci za złe, że poprosiłaś ojca o pomoc, zrobiłaś coś, na co mi zabrakło odwagi. Uwierz mi, jestem z ciebie dumna, i przede wszystkim wdzięczna, że poprosiłaś go o pomoc…- powiedziała i spuściła głowę w dół- My…
-Letty chce powiedzieć, że w nocy długo rozmawialiśmy. Doszliśmy do wniosku, że cała ta sytuacja to tak naprawdę nasza wspólna wina- usłyszałam głos ojca i spojrzałam w stronę drzwi do mojego pokoju, gdzie stał, jednak zaraz podszedł do nas i usiadł za mamą obejmując ją i mnie swoimi ramionami.- Ja mogłem się nie poddawać i was szukać, a mama mogła się nie podawać tak łatwo. Postanowiliśmy zostawić to co było za sobą, i żyć tym co tu i teraz, a teraz jesteśmy we trójkę, mamy siebie i w końcu jesteśmy prawdziwą rodziną- powiedziała całując mnie i mamę w czoło.
-Czyli, że się pogodziliście?- spytałam z uśmiechem, a kiedy potwierdzili to skinieniem głową rzuciłam się na nich. Przytulaliśmy się przez chwilę siejąc się kiedy tata powiedział.
-Dobra młoda zbieraj się, jest już trzynasta a ty jeszcze w łóżku gnijesz, a poza tym wszyscy czekamy na to co się wczoraj wydarzyło, i wież mi czeka cie niezły opieprz.- powiedział i razem z mamą wyszli z mojego pokoju przytuleni prawdopodobnie kierując się na dół. Tak więc wstałam i poszłam pod prysznic. Porządnie się umyłam, po dobrych dwudziestu minutach zbawiennego prysznica wyszłam z kabiny i wytarłam się. Zawiązałam sobie ręcznik tak, aby zakrywał wszystko to co powinien, a następnie wzięłam szczotkę i rozczesałam moje mokre kudły. Wytrzepałam z nich wodę i związałam w luźnego warkocza. Wyszłam z pomieszczenia kierując się do garderoby, gdzie założyłam na siebie prosty komplet czarnej bielizny, a potem krótkie poszarpane czarne spodenki i biały sportowy crop top. Z części z ciuchami Justina zabrałam jego czerwoną koszulę i przewiązałam ją sobie w pasie przeciągając rękawy przez pierwsze szlufki. Założyłam jeszcze białe stópki i wsunęłam na nogi białe adidasy. Wyszłam z pokoju zabierając wcześniej telefon pokierowałam się schodami w dół, skąd dało się słyszeć wrzaski pozostałych.



*~*~*
Jestem ciekawa co sądzicie o tym rozdziale, dlatego bardzo mocno proszę o komentarze. Jesteśmy coraz bliżej końca. Zostało mniej więcej pięć rozdziałów do końca tej części :)

5(lub więcej) komentarzy = 16 Rozdział

4 komentarze:

  1. Super rozdział tylko szkoda, że zakończyłaś go w takim momencie heheheh. Czekam na nn. Duuuuużo weny życzę;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ugh uwielbiam cię ale czemu tu zakończyłaś . Weny życze xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział czekam na kolejny: )

    OdpowiedzUsuń