-Znaleźliśmy Showa…
To zdanie wypowiedziane przez mojego ojca obija mi się echem w głowie od pięciu dni. Kiedy tylko ojciec powiedział mi gdzie ukrywa się ta gnida chciałam tam od razu jechać, jednak ojciec i silne ramiona mojego chłopaka powstrzymały mnie przed tym. Kiedy w miarę się uspokoiłam wytłumaczyli mi dlaczego nie możemy ruszyć od razu. Show praktycznie sam się nam podłożył. Jeden z jego ludzi był za bardzo nieuważny i oni wiedzą, że my wiemy gdzie są. Gdybyśmy od razu tam pojechali byli by na to przygotowani. A tak, jeśli odkładamy to o kilka dni to sprawiamy, że stają się oni bardziej nieuważni i podczas nalotu na nich będziemy mieli ułatwiona sprawę. Przez ten czas dokładnie zapoznaliśmy się z planami starych magazynów w których się ukrywają. Gdyby ktoś mnie obudził w środku nocy i zawiózł mnie tam to spokojnie bym przeszła cały budynek nawet z zawiązanymi oczami. Dodatkowo sprawiliśmy sobie kilka :zbrojowni na kółkach” jak mój Jeep. Do tego dwa mega szybkie Bugatti Veyron które zamieniliśmy w mega szybkie “zbrojownie”. Dodatkowo uzupełniliśmy zapasy broni i amunicji. Każdy z nas wszystko wiedział czekaliśmy tylko na odpowiedni moment.
Nareszcie nadszedł ten dzień. Od rana wszyscy byliśmy wyjątkowo poważni, skoncentrowani i lekko drażliwi. Ubrana jak zwykle na takie akcje w strój “roboczy wrednej suki” stałam w naszej domowej zbrojowni, którą zorganizowaliśmy zaraz po moim przybyciu. Na ciele miałam cztery kabury. Dwie na udach i dwie na nerkach. Do tego kilkanaście magazynków umieszczonych w pasie na moich biodrach, który umożliwiał szybką ich zmianę. Dodatkowo dwa zestawy po dziesięć noży również znalazły swoje miejsce tym razem jeden na łydce, a drugi wysoko na udzie tuż obok pistoletów. Stałam tak przy wielkim metalowym stole na którym poukładane były większego kalibru bronie snajperskie i sprawdzałam ich działanie kiedy do pomieszczenia wszedł Justin i przytulił mnie od tyłu. Z głośnym świstem wypuściłam powietrze jakie wcześniej nabrałam do płuc.
-Nie denerwuj się tak - powiedział całując mnie w szyję. Ostatnio zauważył, że mnie to odpręża.
-Wież mi skarbie staram się- powiedziałam- ale to nie jest takie proste. Z jednej strony dzisiaj w końcu odzyskam matkę, ale równie dobrze mogę stracić ciebie, ojca lub kogoś innego z tej naszej popieprzonej rodzinki.
-Słonko, oddychaj, nikt z nas nie ucierpi na tyle, żeby pożegnać się z tym światem. Jasne pewnie odniesiemy jakieś rany, ale wszyscy przeżyjemy, o to nie musisz się bać.- powiedział odwracając mnie przodem do siebie.
-Tak bardzo się boję, że znowu kogoś stracę- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Rozumiem twoje obawy, ale naprawdę nie masz się czym przejmować. A teraz chodź, zgarniemy wszystko i uzbroimy do końca nasze samochody. - Postanowiłam go posłuchać. Zgarnęliśmy wszystko i poszliśmy do samochodów. Poumieszczaliśmy w odpowiednich skrytkach cały przyniesiony przez nas arsenał. Odetchnęłam głęboko starając się uspokoić, kiedy do garażu weszła reszta domowników.
-Dzwonił Luke, mamy jechać do agencji, wszyscy już tam na nas czekają. - powiedział wujek Brian.
-No to zbierajmy się- powiedziałam i wsiadłam do mojego auta od strony pasażera, ponieważ na miejscu kierowcy miał usiąść Justin. Do Bugatti wsiedli wujek Brian i tata. Roman i Tej wzięli drugiego Jeepa, a Han z Gisele trzeciego. Ciocia Mia pojechała z wujem, miała później zostać w bazie i wszystko monitorować, a Alan jechał z nami. Odpaliliśmy silniki i zwartą grupą wyjechaliśmy z posesji. Po dwudziestu miejscach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do budynku i pokierowaliśmy się do biura wujka, gdzie był już on, ciocia, Ariana, i jego najlepsi oraz najbardziej zaufani ludzie. Gdy wszyscy zajęli miejsce przy wielkim stole z planami budynku wuja zaczął.
-Słuchajcie, to będzie bardzo trudna akcja. Show i jego ludzie są bardzo dobrze zorganizowani, jednak trochę wybiliśmy ich z rytmu tym, że tak szybko ich znaleźliśmy oraz tym, że nie zaatakowaliśmy tego samego dnia którego dowiedzieliśmy się o ich kryjówce. Snajperzy mają być ulokowani na dachach budynków wokół naszego celu tak, aby mieć dobą widoczność na to co dzieje się na terenie placu otaczającego budynek ale również w budynku. - powiedział i wskazał na snajperów pokazując jakieś miejsca na mapie, a ci skinęli głowami.- Wy będziecie pilnować w ukryciu pięciu wyjazdów z terenu nie pozwalając wydostać się stamtąd nikomu- powiedział i wskazał na pięciu kolejnych mężczyzn.- Mia nadzoruje wszystko z agencji. Masz podgląd na wszystkie kamery miejskie, oraz te niedawno zamontowane blisko naszego miejsca docelowego, do dyspozycji masz również podczerwień i obraz z satelity termowizyjnej. Reszta wchodzimy do środka dwójkami lub trójkami. Justin, Alan i Dominic, Han i Brian, Roman zostaje na zewnątrz i robi za kierowcę, jak tylko wyprowadzimy Letty wsadzamy ja do twojego auta i masz ją całą dowieźć do agencji, tu zajmą się nią specjaliści, masz po prostu po drodze nie dać się zabić Tej pomoże Mii. Gisele i Elena oraz Lesley z Arianą to ostatnia grupa. Justin, Alan i Dominic mają za zadanie znaleźć Letty i ją wyprowadzić, potem czekacie na zewnątrz, chyba, że usłyszycie hasło “ Black” wtedy możecie wkroczyć do środka. Dziewczyny mają znaleźć Showa i jego żonkę. Ja z chłopakami oczyścimy teren i będziemy was osłaniać, tak samo jak Han i Brian. Postarajmy się nie dać się zabić. - zakończył, a my spojrzeliśmy na siebie w ciszy zdając sobie sprawę z powagi zadania jakie nas czeka.
-Showa i jego dziwkę chcę dostać w swoje łapy, nie radze wam ich zabijać, ta przyjemność należy do mnie. - warknęłam patrząc wszystkim głęboko w oczy. Całe szczęście nikt nie śmiał mi się przeciwstawić. Kiedy wszystko było już ustalone i dogadane wyszliśmy z budynku i udaliśmy się do starych magazynów na obrzeżach LA.
Na miejscu każdy z nas dostał słuchawkę z mikrofonem, abyśmy mogli się ze sobą kontaktować. Sprawdziliśmy czy mamy łączność zaczęliśmy akcję. Wujek rozstawił swoich ludzi i czekaliśmy tylko na znak od nich, że mają widok, i zasięg do strzału.
-Letty znajduje się prawdopodobnie w lewym skrzydle budynku, małe ciasne pomieszczenie, coś jak składzik, w pomieszczeniu jest prawdopodobnie Show, przed drzwiami widzę dwóch uzbrojonych po zęby i napakowanych kolesi. Reszta zgrai kręci się w pobliżu, i stara się patrolować teren wyglądając przez okna lub kręci się na zewnątrz. Z dziesięć osób jest w pomieszczeniu które od Letty odgradza jedynie korytarz. Jest może ze trzydzieści osób. Taki mam obraz z kamer- usłyszałam w uchu ciocię Mię. Spojrzałam na tatę, i wujka. Oboje kiwnęli głowami, co oznaczało jedno. ZABAWĘ CZAS ZACZĄĆ.
Wujek z drużyną najlepszych antyterrorystów wbiegli do środka i od razu dało się słyszeć strzały.
-Panikują, zbierają się do ataku- powiedział Tej.
Po wujku do środka wszedł tata z chłopakami, a z a nimi ja z Ari i resztą. Kierowałam się do przodu mając przed sobą wyciągniętą broń. Słuchałam tego co mówi ciocia Mia i kierowałam się tam, gdzie widziała Showa i Riley. Ja prowadziłam,a za mną szła reszta. Po drodze znalazło się kilka piesków Showa, które niestety ale skończyły swój żywot. Wujek Brian oberwał w ramię, więc kazałam Hanowi go wyprowadzić. Kiedy wyszli dali mi tylko znać, że są bezpieczni i Roman zawiezie go do bazy razem z mamą jak go wyprowadzą, a Han będzie robił za drugiego kierowcę.
-Macie ich za dwadzieścia metrów- usłyszałam, i tylko przyspieszyłam kroku. Tak jak przewidziała dwadzieścia metrów dalej znaleźliśmy Showa i Riley. Niestety, ale spuszczali się oni na linkach w dół pomieszczeń, na jak podejrzewam prowizoryczny parking.
-Mamy ją- usłyszałam w słuchawce głos Justina. Tyle dobrze.
-Świetnie, mi Show z Riley chcą spierdolić. Będę ich gonić.- mówiłam zbiegając na dół. Za sobą słyszałam tupot stup co świadczyło, że reszta biegnie za mną. - Mała zmiana planów. Justin i Alan bierzecie jedno Bugatti, a ja z Ari drugie, moim Jeepem pojedzie Gisele i ciocia Elena, reszta bez zmian. Chcą się bawić w kotka i myszkę proszę bardzo. Ja z Ari i chłopakami ich złapiemy, wy jedźcie do biura, to jeszcze nie koniec, lepiej, żebyście wszyscy byli razem, to jeszcze nie koniec, za łatwo poszło- powiedziałam i wsiadłam do auta, a za mną Ari. Z piskiem opon ruszyłam, a za mną chłopacy.
-Gdzie są?- spytałam Mii, kiedy nie widziałam nigdzie formuło podobnego samochodu.
-Za dziesięć metrów skręcacie w prawo, dociśnijcie pedały do podłogi, to ich dogonicie. Tej zadbał o to, żebyście mieli zieloną linię, nie chcemy narobić za wiele szkody- usłyszałam w uchu i postąpiłam zgodnie ze wskazówkami cioci.
Po dwóch minutach dogoniłam ich, razem z chłopakami siedzieliśmy im na ogonie. Z auta wychyliła się Riley z dziwną procą. Wystrzeliła, a do mojego auta przyczepił się dziwny dobrze mi znany krążek. Pewnie myślała, że da radę zdezaktywować mój samochód.
-Surprise bitches- powiedziałam kiedy kobieta wychyliła się jakby chcąc się upewnić, czy aby na pewno trafiła.- Ariana, sprawdź o czym gadają- powiedziałam do mojej przyjaciółki chcąc aby sprawdziła co dzieje się w aucie przed nami. Dziewczyna wystawiła przez okno specjalną antenę, i uruchomiła komputer pokładowy w samochodzie.
-Dzwoń do Deckarda niech z resztą drużyny zaatakuje agencję, a my pojedziemy na klify, i tam pozbędziemy się śmieci- usłyszałam w głośnikach głos Showa.
-Się robi kochanie- odpowiedziała mu Riley.
-Mia, Tej jest tam reszta- spytałam się do słuchawki.
-Przed chwila przyjechali- usłyszałam w odpowiedzi.
-Dajcie na głośnik- rozkazałam.
-Co jest młoda- usłyszałam głos wujka.
-Problemy się zbliżają. Na agencję ma uderzyć reszta drużyny z Deckardem Showem na czele. Wielki starszy brat nadciąga, przygotujcie się- powiedziałam, i usłyszałam jak wszyscy zaczynają się po drugiej stronie podnosić i przygotowywać na nadchodzące nieszczęście.
-Dzięki mała, Letty i Brian oraz Mia i Tej zostaną zamknięci w najbardziej pancernej części budynku. Letty straciła przytomność i otrzymuje kroplówki, jest strasznie wyczerpana, ale jej życiu nic nie zagraża. My sobie poradzimy, wy zajmijcie się resztą- rozkazał wujek.
-Według rozkazów- powiedziałam i przyśpieszyłam.
Ariana połączyła się z samochodem chłopaków tak, że teraz mieliśmy idealne łącze, my widzieliśmy ich a oni nas.
-Justin kierujcie się w stronę klifów, tam chcą się ans pozbyć. Postarajmy się ich zagonić w nasze miejsce- powiedziałam a on kiwnął głową. Tak jak ja przyśpieszył i dziesięć minut później hamowaliśmy nad klifami. Na przeciwko nas znajdowało się auta Showa. Wyszliśmy z auta tak jak oni.
-Proszę proszę, Toretto z krwi i kości. Jaka szkoda, że jedyna latorośl Dominica Toretto zaraz zginie w tak haniebny sposób.- usłyszałam głos Owena.
-Nie bądź tego taki pewien- powiedziałam celując w niego bronią.
-Tak chcesz się bawić nie ma sprawy- powiedział i szybko wyciągną pistolet zza paska swoich spodni, i chciał we mnie strzelić, ale byłam szybsza i przestrzeliłam mu ramię ręki w której trzymał broń
-Ty mała suko- krzyknęła Riley, i chciała we mnie strzelić, ale Justin był szybszy i tak jak ja strzeliłam Owenowi w ramię, tak on jego żonce.
-Uważaj co mówisz do mojej dziewczyny- wysyczał do niej i wszyscy zaczęliśmy się powoli do nich zbliżać. Alan i Ariana kopnęli z dala od nich ich pistolety.
-Jesteś taka sama jak twój ojciec, zawsze musisz zwyciężać.- wysyczał Owen.
-A ty oczywiście byłeś na tyle naiwny, że myślałeś, że z nami wygrasz.
-Ależ ja jestem tego na sto procent pewien. Serio myślisz, że ta twoja pseudo armia z Hoobsem na czele wygra z ludźmi mojego brata- mówił z kpiną. W tym samym momencie usłyszałam w słuchawce głos wuja, że wszystko się udało, i zamknęli Deckarda w najlepiej strzelonej celi na terenie agencji, i że nie ma przy sobie nic, wszystko mu zabrali. Kiedy to usłyszałam od razu wyciągnęłam mój telefon i połączyłam się z wujkiem chcąc aby mi to pokazał.
-Niestety Owen ale twoje przeczucia się nie sprawdziły, twój braciszek już zaczyna gnić za kratkami, a ty niedługo dnie niego dołączysz- powiedziałam, i pokazałam mu obraz na moim telefonie. W tym samym czasie Justin z Alanem zapięli ich w kajdanki. Ariana przeszukała Riley, a Alan Owena, w tym samym czasie ja z Justinem przeszukaliśmy samochód wyciągając z niego cały ich ekwipunek w postaci masy broni i urządzeń dezaktywujących.
-Uwierz mi skarbie to jeszcze nie koniec- uśmiechnęła się do mnie “słodko” Riley, i nie wiem jakim cudem przekręciła tarczę swojego zegarka, a ja usłyszałam dość głośne cykanie z wnętrza ich pojazdu. Wysiliłam wszystkie zmysły i krzyknęłam głośno.
-To bomba, zabierajcie ich i ukryjcie się za samochodami- wykrzyczałam do Ala i Ari.- Ty tez Justin- zwróciłam się do mojego chłopaka.
-Ani mi się śni, jak ty zostajesz to ja też- powiedział podchodząc do mnie.Wyciągnęłam wtedy broń prosto przed siebie celując w niego.
-IDŹ STĄD- wykrzyczałam grożąc mu, a ten powoli i bardzo niechętnie zaczął się cofać do reszt. Ja w tym czasie wsiadłam do samochodu i sprawdziłam co jest grane. Z siedzenia pasażera wyłoniła się bomba zegarowa, która wskazywała, że mam jakieś pięć minut na uratowanie życia moim bliskim, i niestety państwu Show. Zapięłam się dokładnie pasem, odpaliłam ten dziwny wynalazek, wycofałam kawałek tak, że byłam przodem do morza, i odgazowałam, szybko rozejrzałam się po panelu sterowania i przez myśl przebiegła mi jedna myśl.
-Show, ty idioto...
*~*~*
Muahahahahaha nienawidzicie mnie prawda, zakończyłam chyba w najgorszym momencie, ale stwierdziłam, że potrzymam was jeszcze trochę w niepewności, tak wiem, jestem chamem.
Poza tym, że mnie znienawidzicie za ten rozdział, to jest to chyba najdłuższy rozdział na tym blogu. Mam nadzieję, że nie macie mi za złe tak dużego opóźnienia. Zamówiłam grafikę na bloga, ale niestety jeszcze jej nie ma, chciałam dodać nowy rozdział razem z grafika, ale niestety nie wypaliło. Mam nadzieję, ze się nie pogniewaliście. Mam nadzieję, że nowy rozdział będzie już z grafiką. Trochę się rozpisałam :)
Kocham was i nie bijcie xoxo
Wut? TAK nienawidzę cię haha Jejku jaka akcja xD Jak to czytałam to tak mi serce biło jakbym tam była :)
OdpowiedzUsuńWut? TAK nienawidzę cię haha Jejku jaka akcja xD Jak to czytałam to tak mi serce biło jakbym tam była :)
OdpowiedzUsuńRozdział suuuper, ale to żadne odkrycie jeżeli chodzi o ten blog:) Mam nadzieję, że dodasz rozdział jak najszybciej, bo już nie mogę się doczekać. Życzę Ci dużo weny ;)
OdpowiedzUsuń