sobota, 14 lutego 2015

# Rozdział 5

          Dochodzi trzynasta, a ja właśnie kończę rozpakowywać rzeczy w moim nowym pokoju. Był naprawdę cudowny. Biało czarny, nowoczesny, idealny dla mnie. Na środku znajdowało się wielkie białe łóżko, z pikowanym zagłówkiem do samego sufitu, który od łóżka do okna był cały z luster. Jedna ze ścian również była lustrzana, naprzeciwko niej znajdowała się cudowna toaletka i szklane drzwi prowadzące do łazienki. Szafa która była w pokoju to atrapa, która służyła do królestwa każdej kobiety, cudownej, wspanialej, ogromnej GARDEROBY. Po lewej stronie łóżka miałam jeszcze drzwi prowadzące na korytarz.
            Kiedy rozpakowywałam ostatni karton z butami, od których kupowania jestem uzależniona (serio, minimum dwie nowe pary butów w miesiącu) ktoś zapukał do mojego pokoju.
             -Proszę- krzyknęłam, a do mojego pokoju weszła Ciocia.
             -Chciała bym z tobą porozmawiać, można?- spytała
              -Pewnie, zapraszam- uśmiechnęłam się i usiadłam obok niej na moim łóżku.
             -Ja…. Ja chciała bym cię przeprosić za wczoraj- zaczęła zmieszana- Niepotrzebnie się uniosłam. Poniosło mnie, nie mogłam uwierzyć w to, co mówisz, że wo gule stoisz prze de mną. Bałam się, że znikniesz, a mój brat znowu będzie cierpiał tak jak wtedy, nie chciałam przeżywać tego po raz kolejny.
             -Rozumiem, sama pewnie zareagowała bym tak samo. Jak byłam mała zawsze marzyłam, żeby kiedyś wsiąść w samochód, przyjechać do was i po prostu przywitać się, powiedzieć “Cześć tato”, ale potem przypominałam sobie, co mama mówiła, że ojciec już nas nie chce, nie pamięta, pocieszył się. Jak porwano mamę najpierw chciałam sama ją ratować, ale do niczego nie doszłam. pojedyncze ślady, ale nic co łączyło by się w spójną całość. Pewnego wieczoru jak jeszcze raz wszystko analizowałam przyszła do mnie ciocia i powiedziała, że ojciec zawsze dobrze maskował swoje uczucia. Wtedy pomyślałam, że jest jeszcze nadzieja. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, spakowałam się, sprzedałam dom oraz warsztat i wyruszyłam w podróż do LA. Postanowiłam, że najpierw znajdę ojca, poproszę aby pomógł mi znaleźć mamę, potem razem ją znajdziemy, a ja w końcu będę mogła mieć prawdziwą rodzinę. Jasne, wujek razem z ciocią i Ari to jest moja rodzina, ale zawsze im zazdrościłam tego, że mają siebie, wujek starał się zastąpić mi ojca, ale czasem nie dawał sobie rady.Może i jest twardym facetem, ale mięknie na widok szczenięcych oczu swoich dwóch ulubionych dziewczynek. Jestem Toretto, o czym świadczy głównie mój charakterek.


- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale chyba będę musiał podziękować Hobbsowi.- Usłyszałyśmy od strony wejścia do pokoju. Spojrzałyśmy, a tam tata razem z wujkiem stali oparci o framugi i najwyraźniej przysłuchiwali się naszej rozmowie. Jak ciocia zobaczyła wujka od razu podniosła się i chwytając go za rękę pociągnęła go do pokoju obok, który zajmował Austin.
-Brian, kochanie ty moje chodź ze mną do naszego małego, ukochanego synka, kluseczki tej naszej kochanej- krzyczała.
- MAAAAAMOOOOOOO- usłyszeliśmy głośny jęk mojego kuzyna.
- Musisz się przyzwyczaić, w tym domu to normalne- powiedział i zamknął drzwi siadając obok mnie na miejscu cioci.- Chciałem zapytać jak ci się podoba pokój.
-Jest cudowny, bardzo w moim stylu- powiedziałam i uśmiechnęłam się.- Wczoraj rozmawiałam z wujkiem, który mówił, że jak przyjadą z Rio przyjedzie do nas razem z ciocią i wtedy zaczniemy działać. Na razie i tak nic nie zdziałamy, bo ekspertyza śladów z warsztatu będzie dopiero jakoś wtedy kiedy oni wracają. Jedyne co możemy na razie robić to ulepszać samochody, bo znaleźliśmy tam znajomą zabawkę- powiedziałam i podałam mu zapakowany w folię nadajnik wyłączający elektrykę w aucie.
-Przecież oni zginęli- powiedział.
-Najwyraźniej nie, ale nie wyprzedzajmy, może ktoś się na nich wzoruje. Narazie róbmy to na czym znamy się najlepiej, autami. - Powiedziałam przytulając go, jednak nie chciałam żebyśmy wyprzedzali fakty.
-A pro po aut to Justin i Tej uprzątnęli garaż i znalazły się miejsca dwa auta tak jak wczoraj prosiłaś.
- Świetnie, to chodź musimy jechać po moją drugą miłość- powiedziałam i chwyciłam go za rękę ciągnąc w stronę wyjścia. Z wieszaka, który był zawieszony na ścianie przy drzwiach ściągnęłam torebkę, w której znajdowały się kluczyki od auta i portfel z dokumentami i różne inne pierdy jakie z pewnością znajdziecie w damskiej torebce. I wyszliśmy z domu kierując się do mojego autka, które stało na podjeździe.
- Ty czy ja?- spytałam się kiedy już stanęliśmy przed moim Diabłem, jak to go nazywali ludzi z mojej szkoły, którzy myśleli, że umieją się ścigać, bo rodzice kupili im ferrari albo porsche. Masakra.
- Zdecydowanie ja, muszę zobaczyć jak cię Letty wyszkoliła jeśli chodzi o prace nad Koniami mechanicznymi.- powiedział wyciągając mi z ręki kluczyki.
-Proszę bardzo. Czuj się zaszczycony, jeszcze nikt nim nie jeździł, nawet mamie nie pozwalałam prowadzić.
-Jestem niezmiernie szczęśliwy- powiedział i puszczając mi oczko popchnął mnie w stronę miejsca dla pasażera.
*Oczami Mii*
Stałam przy oknie w kuchni i obserwowałam dwójkę ludzi, która świetnie bawiła się na podjeździe. W pewnym momencie poczułam jak Brian przytula mnie od tyłu.
-Wreszcie jest szczęśliwy co?- spytał mnie.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Ostatnio jego oczy się tak świeciły jak Letty powiedziała, że będą mieli córeczkę. Cieszę się, że wszystko zaczyna się układać, jeszcze tylko żebyście znaleźli Letty, wtedy w końcu będę mogła powiedzieć, ze wszystko jest na swoim miejscu. Dobra, koniec tego dobrego, zawołaj mi tu chłopaków trzeba wszystko przygotować na kolację, tak myślę, że grill będzie najmniej zobowiązujący.
*Perspektywa Dom'a*
Muszę przyznać, że auto sprawuje się znakomicie. Pięknie brzmi, świetnie się prowadzi a zawieszenie idealnie blokuje się w odpowiednich momentach.
- Naprawdę genialnie zrobione auto.- mówię i widzę jak Les uśmiecha się zadowolona z siebie.
- Jak chcesz to gdy przyjedziemy do domu pokarzę ci jak bardzo można skrzywdzić takie dzieło sztuki. Naprawdę zbrodnia.- powiedziała. Po dwudziestu minutach dojechaliśmy do warsztatu WCC*???- Jako każda uczennica muszę mieć szpanerski wózek, ten szkoda mi brać tylko po to, aby jeździć do szkoły i po mieście. Poza tym, trzeba pokazać, że do szkoły przybyła nowa elita- tłumaczy mi, a ja patrzę się na nią jak jakiś idiota.
-Że co???- pytam zaskoczony.
- Oj tatuś, tatuś starzejesz się- mówi klepiąc mnie po ramieniu.
-Ze ja się niby starzeje, już ja ci pokarzę jak ja się starzeję- mówię i obejmując ją jednym ramieniem w talii podnoszę i przerzucam sobie przez ramię. Niosąc ją tak wchodzimy do środka, gdzie wita nas Ryan.
- Proszę, któż to zawitał w moje skromne progi, toż to Lesley-Ann - mówi i śmieje się z tego jak moja córcia próbuje wydostać się z mojego uścisku. Jednak po chwili jej wyrywanie robi się uciążliwe i stawiam ją na podłodze.
-Siemka Ryan- podchodzi do niego i przybijają sztamę. - Rozumiem, że masz moje cudo.
-Jasne, chłopacy świetnie się spisali, twoje pomysły razem z jakością WCC świetnie się sprawdziło.
-Ok, wszystko super fajnie i kolorowi, ale powiedz mi proszę gdzie do jasnej cholery jest moja nowa zabawka.- mała chyba cierpliwość, a raczej jej brak odziedziczyła po mnie.
Widać Rayan chyba wiedział, że z nią nie warto zadzierać, bo szybko poprowadził nas do hali. Było tu kilka naprawdę ciekawych aut, ale jakoś nie w moim stylu, ja wolę stare amerykańskie wozy, to co jest tutaj to bardziej styl Briana i Justina.
-Ok, tak jak prosiłaś, najnowszy model, twoja grafika, oryginalny silnik, ale z większą mocą.
-Nie pierdol, tylko pokazuj- zaśmiała się Les. Ryan podszedł do przykrytego samochodu i odsłonił go nam, i muszę przyznać, że tak jak nie przepadam za nowymi autami prosto z fabryki, tak tym z wielką chęcią bym się przejechał. Matowo czarne najnowsze Lamborgini Veno z ledowymi wstawkami na kołach i przy progach.
-Wymiana auta?- zwróciłem się do mojej córy.
-W życiu nie oddam Shelbiego, za bardzo kocham tamten wóz. Veno jest dla perfidnego szpanu, może kiedyś wystartuję nim w wyścigach, jak by Shelbi zaniemógł.
-Nadal nie rozumiem.- powiedziałem.
-To pozwól tatusiu kochany, że ci to szczegółowo opiszę. Muszę kontynuować naukę, jeśli chcę iść na studia, a mam to w planach. Została mi ostatnia klasa. Czymś do szkoły jeździć muszę, a przecież nie będę wykorzystywała mojego kochanego mustanga do tak podrzędnych rzeczy jak jazda do szkoły. W tym właśnie celu zakupiłam ten oto samochód. Jest nowy, rzucający się w oczy i przede wszystkim szybki. W szkole muszą wiedzieć, że skończyły się stare rządy, przybyła nowa królowa. Nie pytaj skąd wiem takie rzeczy, i tak ci nie powiem.-
-Powiedzmy, że rozumiem. Czyli co, zabierasz autko i jedziemy do domy, Mia organizuje dla ciebie kolację powitalną, ale ciiii.... Ja nic nie powiedziałem, bo jak się dowie to niestety możesz stracić ojca.
- Spokojnie, nic nie mówię.
Podpisaliśmy jeszcze jakieś papiery, mała wzięła kluczyki i pojechaliśmy do domu ścigając się co kawałek. Zaparkowaliśmy auta w garażu i udaliśmy się do drzwi przepychając się ciągle i śmiejąc się. Młoda poszła się przebrać w coś wygodniejszego, a ja poszedłem na taras pomóc innym w poustawianiu stołów na tarasie, ponieważ postanowili zorganizować grilla zamiast normalnej kolacji, bo nikt nie miał ochoty zmywać potem garów.


 *WCC  West Coast Custom, odjechany warsztat samochodowy


Przepraszam, że dopiero teraz, ale miałam mały zapieprz w szkole, i ledwo znalazłam czas dla mojego chłopaka, chciałam poczekać z wstawieniem rozdziału do jutra, ale postanowiłam zrobić to wcześniej, i teraz dziesięć minut przed wyjściem na imprezę wstawiam wam rozdział. 
Kochami całuję Julcia



5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział !!!! Czekam na kolejny !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na nasteony:))jezu mam nadzieje ze ona befzie taka twarda ze bedzie sie bila hahaha:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bosko
    Czekam na kolejny
    Mela:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej no już nie mogę się doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O jezusiu świetne opowiadanie! <3 Jeżeli chciałabyś zwiastun do swojego bloga skontaktuj sie ze mną, chętnie go dla ciebie zrobie! :* / @sexyblondiejb

    OdpowiedzUsuń